Zaczęło się 9 stycznia 2010 r. w Zielonej Górze. Po kilku dniach regionem wstrząsnęła fala seryjnych gwałtów. Zwyrodnialec był sprytny i bezwzględny. Atakował, gwałcił i znikał policji sprzed nosa. Ofiar przybywało. Gwałciciela szukały setki policjantów i pograniczników. To była psychoza.

- Byliśmy w alarmie niemal cały czas – wspomina zielonogórski policjant. Pamięta jak jednego dnia wieczorem kilkanaście radiowozów pełnych funkcjonariuszy ruszyło z Zielonej Góry do Gubina. To było 13 lutego 2010 r. Psychoza przed gwałcicielem trwała już na dobre. – Kolejny raz zaatakował tym razem w Gubinie, ofiara zapamiętała jego wizerunek – mówi policjant.

Na miejscu przeszukiwano miasto. Patrole krążyły ulicami z portretami pamięciowymi. – To było jak wielka obława –wspominają mundurowi. Kawalkady policji przeszukiwały okoliczne lasy. Samochody policyjne  były w wioskach i wioseczkach. Olbrzymia akcja.

Zaczęło się 9 stycznia 2010 r. w Zielonej Górze. Dziewczyna, która wracała z dyskoteki została zaciągnięta do pustostanu przy ul. Chmielnej i tam brutalnie zgwałcona. Policja szukała sprawcy. Prasa dostała komunikat z policji o napadzie i brutalnym pobiciu dziewczyny.

Do kolejnego ataku doszło 19 stycznia 2010 r. Ofiarą została prostytutka „pracująca” przy ul. Wrocławskiej w Zielonej Górze. Gwałciciel podszedł do niej zgwałcił i w dodatku… zażądał pieniędzy.

Potem były dwa napady, dzień po dniu 21 stycznia na ul. Zawadzkiego w Zielonej Górze. Kobieta opowiedziała, że została pocięta najprawdopodobniej brzytwą. 22 stycznia gwałciciel uderzył na ul. Zachodniej. Ofiarą była kobieta spacerująca z psem. Ofiara została uderzona, ale udało się jej uciec.

W Zielonej Górze wybuchła psychoza. Na ulicach pojawiły się społeczne patrole szukające gwałciciela. Taksówkarze mieli pełne ręce roboty, bo kobiety bały się chodzić piechotą nawet z pracy do domu. Tłumy kobieta pojawiały się na kursach samoobrony. Ze sklepów znikał gaz pieprzowy. – Miasto ogarnął szał na punkcie gwałciciela, a i my nie wiedzieliśmy co się dzieje – wspomina śledczy z Zielonej Góry. Policjanci tak samo jak gwałciciela, obawiali się społecznych patroli. – Była obawa przed tym, że grupa mężczyzn dopadnie kogoś podobnego i zlinczuje na ulicy – mówi śledczy.

Tymczasem 2 lutego gwałciciel znowu  atakuje. Ofiarą jest uczennica w Świdnicy. 16-latka została pocięta przez bandziora, którego spłoszyli przechodnie. – Wyglądało to poważnie, a z dzieckiem nie było jak konkretnie porozmawiać– mówi śledczy. Wtedy już policjanci brali pod uwagę różne wersje zdarzenia. Domyślali się, że za atakami nie stoi jedna i ta sama osoba, ale to były tylko domysły.

4 lutego gwałciciel wrócił do Zielonej Góry. Na ul. Anieli Krzywoń zamaskowany sprawca podszedł do kobiety i.. złapał ją za rękę. Obroniła się gazem pieprzowym. – To nie była próba gwałtu, ale reakcja osoby, która bała się w wyniku psychozy, która ogarnęła okolicę – mówi śledczy. Poszukiwania nadal trwały i były zakrojone na coraz większą skalę.

Gwałciciel zmieniał miasta. 8 lutego zaatakował 16-latkę z Lubska. Pojawił się nagle, gdy zamykała drzwi od mieszkania. 11 lutego był już na klatce schodowej budynku we Wschowie. Tam została napadnięta 19-latka. Dziewczyna uniknęła zwyrodnialca, schowała się w mieszkaniu.

W dniu 12 lutego bandzior pojawił się w Krośnie Odrzańskim. Uderzył o godz. 6.45 atakując 40-letnią Dorotę. Uderzył ofiarę w kark. Kiedy zasłaniała twarz rękoma pociął jej dłonie brzytwą. Kobieta, jak wynikało z jej relacji, kopnęła bandytę. Wtedy uciekła i poprosiła o pomoc kioskarkę. Policja zabezpieczyła osiedle. Mundurowi kontrolowali samochody na trasach wyjazdowych z Krosna Odrzańskiego. Jak w stanie wojennym.

W tym samym dniu, kiedy policjanci w Krośnie szukali gwałciciela i zabezpieczali ślady doszło do gwałtu w Leśniowie Wielkim. I tu uwaga! Gwałcicieli było dwóch. Podjechali pod dom ofiary samochodem. – To był przełom. Dwóch gwałcicieli i w dodatku podjeżdżających samochodem, to było nierealne – wspomina śledczy. Akcja jednak nadal trwała. Policja skupiła się również na ofiarach.

W dniu 14 lutego pojawiają się trzy portrety pamięciowe sprawców napadów, a 17 lutego gwałciciel atakuje w Lubsku. Policję alarmuje 34-latka, której bandyta pociął ręce. Ostatni atak przypadł na 26 lutego. Gwałciciel pojawia się w Głogowie. Ma nóż, ale ofiara unika gwałtu.

„Ofiary” zaczynają przyznawać się do kłamstw. W Gubinie zgłaszająca była pijana i pomówiła swojego znajomego. Wykorzystała strach przed gwałcicielem dla uwiarygodnienia swoich zeznań. 16-latka w Świdnicy nie chciała iść od szkoły, więc wymyśliła napad i sama się pokaleczyła. Sama pocięła się również 40-latka z Krosna Odrzańskiego. Po co? Żeby zwrócić na siebie uwagę. Gwałtu nie było również w Leśniowie Wielkim. Kobieta chciała jedynie rozgłosu. Udało się jej, wystąpiła w telewizji.

15 kwietnia policja ustaliła, że nie było jednego seryjnego gwałciciela. Wtedy prowadzone były już trzy odrębne śledztwa. Sprawców napadów nie wykryto. Miało dojść do jedynie trzech ataków. – Nie wyglądało na to, żeby były ze sobą połączone, i w dodatku spornym nadal jest gwałt na prostytutce – mówi nam śledczy. Sprawców trzech zdarzeń nigdy nie wykryto, nie trafiono nawet na ich ślad.

12 stycznia 2011 r. zielonogórska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie gwałciciela lub gwałcicieli. Śledczy przyznają, że z tak dużą serią wymyślonych historii nigdy nie mieli do czynienia. Przed sądem stanęły kobiety, które wymyśliły gwałty.

Szukaj

Mercede_mala

Zaginieni

Zaginął Tomasz Przygocki z Jasienia. Wybrał się na ryby

 

Ostatni raz 42-letni Tomasz Przygocki był widziany kiedy wyjeżdżał na ryby. Pojechał łowić w rejon wsi Stary Raduszec koło Krosna Odrzańskiego.  

Więcej…

Listy gończe

To członek szajki oszustów działających „metodą na wnuczka”. Szuka go zielonogórska policja

 

Portret pamięciowy dotyczy sprawy oszustwa metodą „na wnuczka”, nad którą pracują zielonogórscy policjanci. Jeżeli rozpoznajesz tego mężczyznę zgłoś się na policję.

Więcej…