To zbrodnia, która 23 lata temu wstrząsnęła Żarami. Adam W. dokładnie zaplanował mord szykując dla siebie alibi. Udusił teściową i córeczkę swojej żony. Przez cały proces przed zielonogórskim sądem nie przyznawał się do podwójnego zabójstwa. Nie miał skruchy, doskonale krył emocje. Popełnił jednak wiele błędów, których nie da się przewidzieć. Bestia trafiła za kraty na 25 lat. Wkrótce wyjdzie na wolność.

Wszystko rozegrało się 23 lata temu nocą w bloku przy ul. Wieniawskiego w Żarach. Gabriela  poznała Adama W. w Żurawicy. Pracowała wtedy w Wojskowych Zakładach Uzbrojenia. W 1983 r. wzięli ślub, zamieszkali w hotelu robotniczym. Dwa lata później urodził się Adaś.

Cały czas małżonkowie starali się o mieszkanie. Tak bardzo wtedy upragnione przez wiele osób i jednocześnie tak samo niedostępne.

Adam czekając na swój własny kąt wyremontował przybudówkę w gospodarstwie ojca w Żurawicy. Miała być ich domem. Gabriela nie chciała jednak wiązać życia z tym miejscem. Na tym tle dochodziło do ciągłych nieporozumień. Konflikt narastał.

Adam zaczął pić i przestał interesować się żoną i dzieckiem. Powiedział nawet Gabrieli, że może już postępować tak, jakby była osobą samotną. To wtedy Gabriela pierwszy raz zdecydowała się wrócić do matki w Żarach. Zamieszkała w mieszkaniu matki Zdzisławy B. Adam jednak nie odpuszczał. Odwiedzał żonę. Obiecywał poprawę, ale przy tym nadal jej groził. Miał też pretensje od matki Gabrieli. Kobieta mimo wszystko uległa i wróciła do Żurawicy

Powrót do domu

Adam cały czas marzył o własnym mieszkaniu. Po powrocie do domu męża nic w jego zachowaniu się jednak nie zmieniło. Adam robił się coraz bardziej niebezpieczny. Mówił żonie, że na jej matkę naśle kryminalistów lub spowoduje jej śmierć przez nieszczęśliwy wypadek. Żonie odgrażał się tym, że doprowadzi do tego, aby popełniła samobójstwo.

W 1989 r. na świat przyszło dziecko Adama i Gabrieli, które zmarło po porodzie. Adam wpadał w szał. Mówił, że zmarłe dziecko to efekt zdrady jego żony. Nachodził lekarzy, dręczył żonę. Życie kobiety zamieniło się w piekło.

W 1991 r. Gabriela wyjechała do pracy w Grecji. Wyjazd uzgodniła z mężem. Potrzebowali pieniądze na mieszkanie. Za granicą kobieta opiekowała się starszą osobą. W Grecji poznała jednak mężczyznę, który dał jej coś więcej niż mąż. Zaszła w ciążę, którą przez jakiś czas utrzymywała w tajemnicy. To rozwścieczyło Adama do tego stopnia, że zakazał jej powrotu do domu. Nękał ją głuchymi telefonami. Powiedział, że zabierze mieszkanie i syna Adama. W 1993 r. Gabriela mimo wszystko wróciła do kraju. W Warszawie urodziła córeczkę. Z dziewczynką wróciła do matki w Żarach. Zamieszkała przy ul. Wieniawskiego.

Psychoza narasta

Adam szalał. Podczas odwiedzin w Żarach u syna Adasia zachowywał się agresywnie wobec niespełna rocznej Natalii. Groził żonie i teściowej. Znowu zaczęły się głuche telefony. Psychoza u Adama narastała. Mężczyzna wypytywał o pracę żony. Ustalał gdzie chodzi, jak długo pracuje, co robi w wolnym czasie. Kontrolował ją, chciał wiedzieć o niej wszystko. Robił się coraz bardziej agresywny i niebezpieczny. Kiedy wystraszona tym wszystkim Gabriela powiedziała, że odwiedziny u Adasia ureguluje sądownie, mąż zagroził jej śmiercią. Wykonał gest palcem jakby podcinał szyję. Już wtedy planował okrutną zbrodnię. W 1994 r. zaczął przygotowania do zabójstwa i szykował dla siebie alibi.

Morderca szykuje okrutny plan 

Adam pracował w Wojewódzkim Inspektoracie Obrony Cywilnej w Przemyślu. Do jego zadań należała okresowa kontrola urządzeń alarmowych w zakładach pracy w regionie. Na 28 lipca 1994 zaplanował kontrole urządzeń w miejscowościach Jarosław i Radymno. Wziął delegację i służbowym samochodem pojechał do Radymna. Sprawdził stan urządzeń alarmowych w zakładach mleczarskich. Potem pojechał do Jarosławia. Zrobił kontrole w PKS-ie i zakładach cukierniczych. Stamtąd pojechał do Przemyśla do sądu, gdzie złożył zeznania w sprawie o zaprzeczenie ojcostwa. Po wyjściu z sądu zadzwonił do szefa Wojewódzkiego Inspektoratu Oborny Cywilnej w Przemyślu. Poprosił o przedłużenie delegacji twierdząc, że nie wykonał kontroli do końca. Szefowi powiedział również, że sekretarka wypisując dla niego delegację pomyliła się. Chciał dwa dni delegacji, ona wpisał tylko jeden, czyli 28 lipca 1994 r.

Już wtedy Adam wiedział, że jedzie mordować do Żar. Jakby nigdy nic spotkał się jeszcze ze znajomą Alicją nad rzeką San. Wykąpał się i o godz. 21.00 wsiadł do pociągu. To był kolejny element zbrodniczego planu.

Śledczy nie ustalili jak Adam dostał się do Żar. Najprawdopodobniej przyjechał pociągiem. Świadczy o tym fakt, że miał dokładnie rozpisane połączenia kolejowe. W Żarach był 29 lipca w godzinach popołudniowych. Zadzwonił do żony do pracy. Nie odzywał się jednak. Wystraszona Gabriela opowiedział o tym koleżankom w pracy. Co było dalej, dokładnie nie wiadomo.

Około godz. 17.00 Adama W. widziano z teściową na ul. Wieniawskiego. Potem był widziany przez inną osobę. Z teściową i Natalią wchodzili do bloku. Świadkowie mówili, że wyglądało to, jak odwiedziny zięcia.

Podwójne morderstwo

Śledztwo nie ustaliło co dokładnie działo się w mieszkaniu na trzecim piętrze blok przy ul. Wieniawskiego. Z ustaleń lekarza, który przyjechał reanimować ofiary wynika, że do zabójstwa doszło około godz. 22.00.

Nieco więcej światłła na tragiczne wydarzenia rzuca sekcja zwłok. W domu wydarzył się horror. Adam dusił teściową. Kobieta broniła się. Świadczą o tym obrażenia na głowie i twarzy. To nie koniec. Bestia uciskała Zdzisławie W. klatkę piersiową kolanami łamiąc jej żebra. Maleńką, roczną Natalię Adam udusił najprawdopodobniej poduszką przytrzymując za nóżki. Nie ustalono, którą z ofiar morderca zabił pierwszą. Najprawdopodobniej teściową.

Mój mąż, morderca 

Wystraszona telefonem do pracy Gabriela wracała do domu z koleżanką Janiną P. Zauważyła, że w domu nie palą się światła, a była już noc. Dzwoniła domofonem, który ktoś po chwili podniósł i bez słowa otworzył. Drzwi do mieszkania było otwarte, ale kobieta nie mogła zapalić światła, bo ktoś wyłączył bezpieczniki. W świetle padającym z korytarza, na wersalce zobaczyła ciała matki i córeczki. – Po wejściu do  mieszkania zauważyłam w łazience sylwetkę mężczyzny, to był mój mąż. Szedł na mnie. Był zdenerwowany moim widokiem. Z łazienki wyszedł na ugiętych kolanach – opowiadała przed sądem Gabriela W.  Kobiety zaczęły krzyczeć i wzywać pomocy. Krzyczały  „morderca”. Na klatkę schodową wyszli zaniepokojeni sąsiedzi. Gabriela wzięła córeczkę na ręce i wybiegła z nią na zewnątrz. Po chwili wróciła i położyła ciało na wersalce. Była w szoku.

Wystraszony Adam uciekł wtedy z mieszkania z 3. piętra schodząc po balkonach. Spadł z 1. piętra i spokojne odszedł .

Można się tylko domyślać, że miał zamiar zabić również żonę. Nie przypuszczał jednak, że do domu przyjdzie z koleżank,ą razem zrobią hałas na klatce schodowej. Wyłączając bezpieczniki w mieszkaniu chciał kobietę zaatakować z zaskoczenia po ciemku.

Proces

Adam W. został zatrzymany. Nie przyznał się do zabójstwa. Zapewniał, że w dniu morderstwa nocował w schronie w Przemyślu. Otarcia na kolanach powstałe podczas upadku tłumaczył kąpielą w rzece San.

Zielonogórski sąd po procesie i przesłuchaniu świadków nie miał wątpliwości co do winy Adama W. Jego celem było przejęcie mieszkania w Żurawicy i zatrzymanie przy sobie syna Adam. To był motyw okrutnego podwójnego zabójstwa. Morderca, za wszystko co złe w rodzinie winił żonę. Wobec siebie był bezkrytyczny. Biegli uznali, że Adam W. to osoba, która doskonale potrafi kryć emocje.

Szczegółowo przygotowane alibi bardzo szybko padło podczas przesłuchań świadków. Nie udał się również zabieg z delegacją. Uciekającego z domu Adama widziało wiele osób. Zeznały to przed sądem rozpoznając mordercę. Widziała go też żona.

Sąd uznał Adama W. winnym. Mordując dziecko i kobietę działał umyślnie i w zamiarze bezpośrednim. Podczas procesu nie przejawiał skruchy. Decyzją z 15 lutego 1996 r. morderca trafił za kraty na 25 lat. Oznacza to, że wkrótce wyjedzie na wolność. 

Szukaj

Mercede_mala

Zaginieni

Zaginął Tomasz Przygocki z Jasienia. Wybrał się na ryby

 

Ostatni raz 42-letni Tomasz Przygocki był widziany kiedy wyjeżdżał na ryby. Pojechał łowić w rejon wsi Stary Raduszec koło Krosna Odrzańskiego.  

Więcej…

Listy gończe

To członek szajki oszustów działających „metodą na wnuczka”. Szuka go zielonogórska policja

 

Portret pamięciowy dotyczy sprawy oszustwa metodą „na wnuczka”, nad którą pracują zielonogórscy policjanci. Jeżeli rozpoznajesz tego mężczyznę zgłoś się na policję.

Więcej…