Jak zmarł milioner Adam B., baron paliwowy i właściciel Apexim AB (ZDJĘCIA)

1581
Oskarżony Piotr Sz. przed sądem odpowiada z wolnej stopy. Stawia się na rozprawach.

W czwartek, 24 maja, przed zielonogórskim sądem okręgowym odbyło się przesłuchanie biegłego, który wydawał pierwszą opinię dotyczącą przyczyn śmierci milionera Adama B., barona paliwowego i właściciela firmy Apexim AB. Wyraźnie podważa on opinie biegłych z Katowic i Bydgoszczy, które wskazują mechaniczne uszkodzenie serca, duszenie lub zawał jako przyczyny śmierci milionera. W sądzie stawił się też oskarżony Piotr Sz., ochroniarz ofiary.

Przesłuchanie biegłego Mariana Stochaja patologa, doświadczonego specjalisty z dziedziny kryminalistyki, odbyło się za pośrednictwem wideokonferencji. Dzięki temu nie musiał przyjeżdżać do sądu w Zielonej Górze. Biegły podtrzymał swoje stanowisko z pierwszej sekcji. Stanowczo wykluczył duszenie. – Nie ma śladów świadczących o uduszeniu w badanych wycinkach płuc – mówił biegły.

Na duszenie wskazał zespół medyków z Katowic prof. Andrzeja Marszałka. Ci sami medycy doszukali się mechanicznego uszkodzenia serca jako przyczyny zgonu Adama B. Miało je wywołać silne uderzenie lub uderzenia. – Nie doszło do mechanicznego uszkodzenia serca – zapewnił biegły Stochaj. Wyjaśnił, że gdyby tak było, to znalazłby ślady po uderzeniu na klatce piersiowej, mięśniach oraz sercu. – Takich śladów w badanych próbkach nie było – zapewnił dr Stochaj. Nie ma też mowy o wstrząśnieniu serca. – Tego typu urazy są  spotykane podczas wypadków samochodowych oraz w sporcie albo u dzieci – tłumaczył dr Stochaj.

Biegły Stochaj wykluczył również świeży zawał jako przyczynę śmierci milionera. Tego doszukał się w badanych wycinkach zespół biegłych z Bydgoszczy prof. Andrzeja Marszałka. Do świeżego zawału miało dojść w czasie wydarzeń w domu milionera. Adam B. był bity przez swojego ochroniarza, a to miało wywołać zawał, i w jego konsekwencji śmierć ofiary. – To wynik błędu podczas oceny próbek – mówił dr Stochaj. Zaznaczył, że sercem zajmuje się 54 lata i ma duże doświadczenie. – To dłużej niż profesor Marszałek żyje – podkreślił biegły.

Stochaj wskazuje stres jako przyczynę śmierci milionera. Podczas bicia przez Piotra Sz. doszło u Adama B. do ogromnego stresu. Ten wywołał migotanie serca i śmierć. – Wpływ na to miało wiele czynników. Duża nadwaga ofiary, jego wysoka niepełnosprawność i przekonanie, że nie może się obronić odpowiadając na atak – tłumaczył mechanizm śmierci dr Stochaj.

Opinia Stochaja jest o wiele lepsza dla obrony. Oskarżenie, po swojej opinii, wskazywało na mechaniczne uszkodzenie serca jako przyczynę zgonu. Miało zostać wywołane ciosem lub uderzeniami. Taka opinia z pewnością zaostrzyłaby karę dla Piotra Sz.

Do śmierci milionera doszło w czerwcu 2013 r. Przykuty do wózka inwalidzkiego Adam B. został we własnym domu śmiertelnie pobity przez ochroniarza Piotra Sz. Ochroniarz został zatrzymany w aucie milionera kilka godzin po zdarzeniu. Piotr Sz. najprawdopodobniej chciał zmusić szefa do przekazania mu kilku milionów złotych w formie darowizny. Andrzej B. nie chciał się na to zgodzić. Piotr bił szefa chcąc zmusić do podpisania dokumentów.

Początkowo Piotr Sz. miał odpowiadać za morderstwo Adama B., za co groziło mu nawet dożywotnie więzienie. Po ekshumacji zwłok milionera i ponownym ich przebadaniu, zarzuty zostały zmienione na pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Teraz grozi mu dużo łagodniejsza kara. Po zatrzymaniu trafił do aresztu, ale został z niego wypuszczony i przed sądem odpowiada z wolnej stopy. Stawia się na rozprawach.

Adam B. był milionerem. Kierował imperium paliwowym oraz ogromną firmą ochroniarską. Miał również wiele innych dochodowych spółek. Tworzył między innymi ogromną sieć punktów zakładów bukmacherskich. Domu milionera w Górzykowie pod Zieloną Górą strzegli uzbrojeni w karabiny maszynowe ochroniarze.