Koszmar Tuol Sleng. Zakatowano 17 tys. ludzi, przeżyło tylko 12 osób (ZDJĘCIA)

Prymitywne murowane cele w więzieniu Tuol Sleng w Phnom Phen. fot. poscigi.pl

Za bramę koszmarnego więzienia Tuol Sleng w stolicy Kambodży wprowadzono łącznie 17 tys. osób. Czerwoni Khmerzy torturując zabili niemal wszystkich. Przeżyło zaledwie 12 osób. Ponure miejsce do dziś przeraża siłą zła i śmiercią, jaką zostało nakarmione. Więźniowie mieli prawo tylko umrzeć, ale kiedy pozwolił na to oprawca.

Phnom Penh, stolica Kambodży, w której mieszka około 1,5 mln ludzi, doskonale pamięta rządy Czerwonych Khmerów pod kierownictwem Pol Pota (właściwie Saloth Sar). Był krwawym dyktatorem Kambodży w latach 1975-1979. Tak, zupełnie niedawno. Zniszczył wszystko, co tylko się dało. Zlikwidowano pieniądze, zamknięto szpitale, bo liczyła się tylko rewolucja. Ludzi zmuszano do niepotrzebnej pracy, najczęściej rękoma. Podstawą miała być ogromna produkcja ryżu. W rzeczywistości był jedynie głód. Czerwoni Khmerzy wymordowali inteligencję, zamknęli szkoły, rujnując gospodarkę do tego stopnia, że Kambodża do dziś nie jest w stanie się z tego podnieść.

Tuol Sleng, pomnik zagłady

Po przejęciu władzy przez Pol Pota zaczęły się krwawe rządy Czerwonych Khmerów. Terror opanował Kambodżę, której nazwę Pol Pot zmienił na Kampucza, oczywiście… Demokratyczną. Jednym z ponurych świadectw ich bestialstwa jest więzienie Tuol Sleng (S-21) w Phnom Penh. Wcześniej była to elitarna szkoła pełna roześmianych dzieci, którą Czerwoni Khmerzy zamienili na więzienie. Przez niemal cztery lata w murach słychać było tylko jęki bestialsko katowanych ludzi uznanych za przeciwników komunizmu.

Więźniowie nie wiedzieli, za co ich zamykano

Do więzienia mógł trafić każdy: nastolatek, kobieta czy mężczyzna. Sami więźniowie nie wiedzieli, za co byli tam umieszczani. Wmawiano im, że pracują dla CIA, a zeznania wymuszano długimi torturami. Przecież 14-latek nie wiedział, co to jest CIA. To się jednak nie liczyło. Na torturach więzień przyznawał się do wszystkiego. Potem był zabijany.

Więźniowie po minięciu bramy trafiali do cel w szkolnych klasach. W jednym z budynków wymurowano betonowe cele. Były też drewniane, wszystkie maleńkie. Jedzenia niemal nie było. W upale Kambodży więźniowie nie mieli wody do picia. Nie mogli się myć. Fetor musiał być tam potworny.

Do pierwszego budynku trafiali więźniowie specjalni, np. byli ministrowie itp. Tam byli przykuwani do stalowych łóżek prętami i długo katowani na śmierć. Łamano im kości uderzeniami łopaty, pręta lub grubego kija. W salach stoją metalowe łóżka i pojemniki po amunicji służące jako toaleta. Makabryczne sale. Na ścianach wiszą zdjęcia osób zakatowanych na śmierć. Widać na nich zmasakrowane ciała z połamanymi kończynami czy rozbitymi głowami. Ciała na zdjęciach leżą w grymasie potwornego bólu, jaki musieli wycierpieć biedacy, zanim udało im się umrzeć. Oprawcy mieli za zadanie torturować jak najdłużej, tak żeby nie zabić. Ofiara musiała cierpieć.

Tortury i tylko tortury

W Tuol Sleng torturowano bezlitośnie. Rażenie prądem, topienie, wyrywanie paznokci, łamanie kości to była norma. To były elementy przesłuchań. Torturowano więźniów również zmuszając do jedzenia ludzkich odchodów. Podwieszanie za ręce związane za plecami było szczególnie dręczącą torturą (stosowano ją również w niemieckich obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej). Ból wyrywanych stawów podwieszanych osób nie da się nawet wyobrazić. Wieszani również do góry nogami, a kiedy więzień tracił przytomność, był opuszczany do śmierdzącej wody w beczce celem ocucenia i dalszego cierpienia. Do tego dochodziło nieustanne bicie, duszenie plastikową torbą, przypalanie rozżarzonym żelazem czy kaleczenie nożem. Bito prętami, łopatami, prostymi kilofami czy wykrzywionymi prętami. Narzędzia te wiszą w jednej z gablot w Tuol Sleng.

Więźniowie, chcąc uniknąć cierpienia, woleli popełnić samobójstwo skacząc z piętra. Z tego powodu zostały tam rozciągnięte druty kolczaste. Na jednym z budynków są cały czas.

Początkowo więźniów mordowano na terenie więzienia. Kiedy skończyło się miejsce na zwłoki, więźniowie byli wywożeni na Pola Śmierci, około 15 km za Phnom Penh. Musieli uklęknąć nad płytkim dołem, po czym byli mordowani uderzeniem prętem w kark. Nie strzelano do nich, ponieważ naboje były rarytasem.

Zdjęcia osób zakatowanych w Tuol Sleng wiszą w gablotach w byłym więzieniu. To przerażające milczące wspomnienie ich śmierci i cierpienia.

Pol Pot umarł w spokoju

Pol Pot umarł w spokoju w Kambodży w 1998 r. Nie dosięgnęła go sprawiedliwość. Czerwoni Khmerzy podobnie żyją do dziś w wielu domach, rodzinach, o czym zbytnio się nie mówi. Po upadku zbrodniczego systemu wrócili do swoich domów i zaczęli normalne życie. W niecałe cztery lata zostało wymordowanych niemal 2,5 mln ludzi.