Jak nieoficjalnie ustaliliśmy Monika i Danuta P. odkręciły gaz w kuchence w kuchni mieszkania na drugim piętrze wieżowca przy ul. Wyszyńskiego. Chciały wysadzić wieżowiec, tak jak odgrażały się od lat. Do wybuchu doszło w środę, 3 lipca, wieczorem.
Potężna eksplozja wstrząsnęła okolicą ul. Wyszyńskiego w środę, 3 lipca, około godz. 21.00. Huk był słyszany w całej Zielonej Górze. Potem z daleka ludzie oglądali słup czarnego dymu unoszący się w górę. W wieżowcu nr 25 doszło do wybuch gazu w mieszkaniu na drugim piętrze. Eksplozja wyrwała część ściany, w oknach dziesiątek mieszkań wyleciały szyby, zarwała się widna, a szyb drugiej został uszkodzony. W mieszkaniu w dodatku wybuch pożar.
Akcja ratunkowa trwała wiele godzin. To cud, że nikt nie zginął. Cztery osoby trafiły do szpitala. Jedna z zawałem, jedna z atakiem paniki i dwie z zatruciem dymem. Dziesięć osób zostało uspokojonych na miejscu akcji przez ratowników medycznych i lekarzy.
Okazuje się, że to była próba wysadzenie wieżowca w powietrze. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, w mieszkaniu zostały odkręcone kurki w kuchence gazowej. Z tego powodu doszło do eksplozji. Danuta P. i jej córka Monika od lat odgrażały się, że wysadzą wieżowiec w powietrze. Obie kobiety cały czas są poszukiwane przez policję.
Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, w środę wieczorem po wybuchu w wieżowcu miały być w rejonie działek na Jędrzychowie.