Jeszcze w 1939 roku tylko około 10 proc. amerykańskich narzeczonych dostawało pierścionek z diamentem. Do 1990 roku odsetek ten wzrósł do około 80 proc. Dziś rynek biżuterii zaczyna wracać do czegoś, co przez dekady było zepchnięte na margines: kolorowych kamieni, misternego rzemiosła i biżuterii z charakterem.
Jak diament zdominował rynek
Diament w pierścionku zaręczynowym nie jest wynalazkiem XX wieku, bo oprawiano go w obrączki zaręczynowe już od XV wieku. To, co zmieniło się w XX stuleciu, to skala. W 1938 roku koncern De Beers, który po Wielkim Kryzysie borykał się ze spadkiem sprzedaży, zatrudnił amerykańską agencję reklamową N.W. Ayer & Son. Kampania miała powiązać diamenty z zaręczynami, a w 1947 roku copywriterka Frances Gerety napisała hasło „A Diamond Is Forever”, które do dziś uchodzi za jedno z najskuteczniejszych w historii reklamy.
Efekt był tak silny, że wcześniej obowiązująca różnorodność zniknęła. Przed kampanią amerykańskie narzeczone dostawały pierścionki z rubinami, szafirami czy zwykłe złote obrączki niemal tak samo często jak diamentowe. Diament, który był jednym z wyborów, stał się domyślnym.

Kolor wraca
Dziś wahadło wychyla się w drugą stronę. Magazyny i eksperci opisujący trendy jubilerskie na 2026 rok zgodnie zwracają uwagę na powrót kolorowych kamieni: szafirów, rubinów, szmaragdów, a także rzadszych odmian, jak turmalin Paraíba czy tanzanit. Dziennikarze opisują to jako przesunięcie smaku od kamieni „bezbłędnych” ku tym o wyraźnym, indywidualnym kolorze, a projektanci wskazują, że różnorodność odcieni i inkluzji pozwala wybrać coś bardziej osobistego niż biały diament.
Równolegle wraca moda na dawne formy. Dyrektor działu biżuterii w Sotheby’s przewiduje, że rok 2026 jest rokiem antycznego szlifu poduszkowego, a magazyny modowe zwracają uwagę na rewiwal wiktoriańskiej biżuterii, w tym filigranów, medalionów i emalii. Cytując eksperta, według którego odwołania do przeszłości mają być w tym sezonie nowoczesne, a nie nostalgiczne: biżuteria ma wyglądać na „bogatą w historię”, ale współcześnie.
Stare techniki w nowych rękach
To właśnie ta różnica jest istotna. Trend nie polega na kopiowaniu dawnych wzorów, tylko na sięganiu po sprawdzone techniki i barwy, ale w proporcjach i formach, które pasują do dzisiejszego życia. Kolorowy kamień w gładkiej oprawie, filigran jako detal zamiast całej formy, emalia jako akcent: dawne rzemiosło jest tu materiałem, a nie kostiumem.

Polski przykład: Rosavine
Takie podejście widać w kolekcji Rosavine marki SAVICKI, opisanej przez markę jako biżuteria łącząca ponadczasową elegancję minionych epok z subtelnym urokiem natury, w której liczą się detale, misterne zdobienia i głębia barw. W kolczykach z tej kolekcji zestawiono 14-karatowe żółte i białe złoto (próba 585) z dwoma szmaragdami o łącznej masie 0,58 ct oraz dziesięcioma diamentami o łącznej masie 0,03 ct w szlifie brylantowym. Diament pełni tu rolę blasku, a główną rolę gra kolor. W kolekcji są też wersje z szafirami i rubinami.
– Przez lata kolor był w jubilerstwie traktowany jak ciekawostka, a biały diament jak bezpieczny wybór. Dziś coraz więcej osób pyta o to, co ich naprawdę wyróżnia. Kolorowy kamień daje taką odpowiedź, a stare techniki sprawiają, że biżuteria ma w sobie historię, i nie musi przy tym wyglądać jak z muzeum – mówi Tomasz Osman, prezes i współwłaściciel marki SAVICKI.
Na co patrzeć, wybierając kolorowy kamień
Warto pamiętać, że kolorowe kamienie różnią się trwałością. Szafir i rubin mają 9 w skali Mohsa, czyli ustępują twardością tylko diamentowi, więc dobrze nadają się do biżuterii noszonej codziennie. Przy zakupie dobrze zapytać o pochodzenie kamienia, jego parametry i certyfikat, a także o to, czy sprzedawca oferuje serwis i możliwość wymiany. Kolor jest tu tym, co wyróżnia, ale to jakość kamienia i wykonania decyduje o tym, czy biżuteria przetrwa dłużej niż jeden trend.








