Przed sądem okręgowym w Zielonej Górze zapadał wyrok w sprawie wybuchu paczki bomby w domu Siecieborzycach. Błażej K. został uznany winnym i skazany. Od początku nie przyznaje się do winy.
Błażej K. przed sądem staną w piątek, 23 lutego, 2024 r. Został oskarżony o skonstruowanie i podłożenie paczki bomby pod domem w Siecieborzycach i tym samym usiłowanie zabójstwa wielu osób. Wybuch paczki w domu ciężko ranił Urszulę, partnerkę byłą Błażeja oraz jego synka Bartosz i Ulę. Błażej K. nie przyznał się do niczego. Zielonogórski sąd okręgowy uznał Błażeja K. winnym i skazała na 25 lat więzienia.
Wszystko wydarzyło się w poniedziałek, 19 grudnia, w domu w Siecieborzycach. Urszula oraz wtedy 2,5-letni synek Bartosz na schodach domu znaleźli paczkę. Chłopczyk wniósł pakunek do domu. W pomieszczeniu była też Ola, wówczas 7-letnia córka Uli. Nauczycielka zaczęła otwierać paczkę i wtedy doszło do wybuchu. Metalowe odłamki z eksplodującej paczki siłą wybuchu powbijały się w ciała Urszuli, jej córki oraz Bartosza. Kobieta doznał poważnych urazów rąk, twarzy i tułowia. 7-latka również została ciężko rana ranna. Poważnie ranny został 2,5-latek.
Siecieborzyce. Wybuch bomby, zapadł wyrok
Urszula do szpitala w Zielonej Górze trafiła śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dzieci zabrały karetki pogotowia ratunkowego. W dniu zdarzenia wszyscy byli operowani. Ula kilka godzin leżała na stole operacyjnym. Podobnie Ola. Potem wszyscy zostali wprowadzeni w stan śpiączki farmakologicznej.
Sąd na wniosek obrońcy Błażeja K. oraz pełnomocników poszkodowanej częściowo wyłączył jawność rozprawy. Nie można było relacjonować między innymi zeznań świadków. Poszkodowana w wybuchu Urszula nie chciała wtedy wejść na sądową salę. – On jest bezwzględny powiedziała nam Urszula na sądowym korytarzu. Nic więcej mówić nie chciała.
Błażej K. nie przyznaje się
Błażej K. od samego początku nie przyznawał się do winy. W sądzie odmówił składania zeznań. Sugerował, że wszystko wymyślił prokurator. – Gdybym chciał ją zabić to wynająłbym kogoś. Wtedy kula w łeb – zeznawał wcześniej Błażej K. Zaznaczał, że pracował jako zawodowy kierowca. Zarabiał 10 tys. zł miesięcznie i nie opłacało mu się „jej zabijać”.
Podczas przesłuchań przeklinał. Mówił, że bombę prędzej posłałby sędzi, która zajmowała się sprawą jego znęcania nad Urszulą. Zeznał, że oskarżenia go o wybuch to zemsta, bo niech chciał się ożenić z Urszulą i przysposobić jej dziecka. Błażej podważał wszelkie ustalenia prokuratury. Na wszystko miał gotową odpowiedź. Na pytanie skąd wzięły się petardy opróżnione z prochu w jego garażu. – Nie ma z tym nic wspólnego – zeznawał. Nagranie jego samochodu na przejściu graniczny wjeżdżającym do Polski przed wybuchem. – Ci na granicy nie znają się na swojej robocie, to jakiś błąd musiał być – mówił w sądzie.
Zapewniał, że nie zna się na materiałach wybuchowych i nie miał z tym nic wspólnego. Z ustaleń śledczych wynika jednak, że przygotował się do zamachu w Siecieborzycach bardzo szczegółowo. Bomba została doskonale zbudowana, co świadczy o tym że zna się na ładunkach wybuchowych.






