Kobieta weszła w posiadanie kodu serwisowego i wykorzystywała go wiele razy manipulując przy kasach samoobsługowych. Przez cztery miesiące wynosiła towar, płacąc grosze. Kiedy śremscy kryminalni zakończyli tę kumulację oszustw, licznik zatrzymał się na liczbie 59.
Kryminalni z policji w Śremie doprowadzili do końca sprawę, która może być przestrogą dla wszystkich, którzy szukają „dziur” w systemach sklepowych. Sprawa dotyczy kobiety, która z zakupów w jednym z popularnych dyskontów uczyniła sobie stałe, nielegalne źródło zaopatrzenia.
Zuchwały mechanizm działania
Śledczy ustalili, że proceder rozpoczął się w maju ub.r. Kobieta nie była zatrudniona w markecie, jednak weszła w posiadanie wiedzy, która powinna być zarezerwowana dla obsługi. Podchodząc do kasy z pełnym koszykiem, nie zachowywała się jak typowy klient. – Manipulowała wagą i wpisywała specjalny kod niwelujący masę produktów, co pozwalało jej oszukiwać system – mówi mł. asp. Dawid Kostrzewa z policji w Śremie. W efekcie, zamiast rachunku na kilkadziesiąt lub kilkaset złotych, terminal naliczał symboliczne opłaty za najtańsze produkty pomimo tego, że koszyk był wypełniony po brzegi.
Wpadła po 59 razie
Poczucie bezkarności bywa zgubne. Kobieta popełniła oszustwo tym sposobem aż 59 razy
w okresie od 22 maja do 26 września ubiegłego roku. Prawdopodobnie sądziła, że w tłumie klientów pozostaje anonimowa. Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że systemy monitoringu i analizy transakcji rejestrują każdy ruch. Wpadła. Przyznała się do winy
Finał historii nastąpił, 16 lutego, kiedy śremscy śledczy postawili złodziejce zarzuty. Kobieta przyznała się do winy. – Zrozumiała, że to, co mogło wydawać się jej sprytnym patentem na tanie zakupy, w świetle prawa jest oszustwem, zagrożonym karą nawet do 8 lat pozbawienia wolności – mówi mł. asp. Kostrzewa.





