
W czwartek, 29 stycznia przed zielonogórskim sądem okręgowym zapadł wyrok w sprawie zabójstwa siedmiomiesięcznego Wojtusia w Świebodzinie. Kat dziecka Robert P. usłyszał wyrok 26 lat więzienia. Prokurator żądała dożywocia i już zapowiada apelację.
Do dramatu doszło w marcu 2024 r. nocą w Świebodzinie. Robert spał z dziećmi w jednym łóżku. Wtedy zadał ciosy w głowę Wojtusia. Tak silne, że połamał mu kości czaski. Uderzenia spowodowały u dziecka złamanie podstawy czaszki, obrzęk mózgu i gwałtowną śmierci. – Nic nie czułem, mam ręce mechanika – mówił w sądzie Robert P.
Prokurator chciał dożywocia
W środę, 8 października, ub.r. w zielonogórskim sądzie okręgowym odbyły się mowy końcowe w sprawie zabójstwa siedmiomiesięcznego Wojtusia ze Świebodzina. – Prokuratura żąda dożywocie dla oskarżone nie dopatrując się żadnych okoliczności łagodzących – mówiła prokurator Ewa Antonowicz, oskarżyciel w sprawie, rzeczniczka zielonogórskiej prokuratury okręgowej. Kat Wojtusia, Robert P. przyznał się do zabójstwa. Połamał mu czaszkę uderzając ręką, bo obudził go płacząc. 27-latek ma zawodowe wykształcenie mechanika samochodowego. Pracował dorywczo, ostatnio przy układaniu kostki brukowej. Na ulicę Topolową z partnerka dziećmi, Wojtusiem i Różą przeprowadzili się z wynajmowanego mieszkania na os. Widok. W dniu przed nocną tragedia był w pracy. Wtedy zadzwoniła do niego partnerka. Została zatrzymana za kradzież i do domu na noc nie wróciła.
„Spałem, obudziłem się i zacząłem uderzać”
Robert P. zabrał Wojtusia i pojechał z nim na szczepienie. Wrócił z synkiem do domu. Robert spał z dziećmi w jednym łóżku, bo w łóżeczku dzieci nigdy nie spały. Wtedy padłu ciosy w głowę Wojtusia. Tak silne, że połamały kości czaski. Uderzenia spowodowały u dziecka złamanie podstawy czaszki, obrzęk mózgu i gwałtowną śmierci.
Rober P. zeznał, że nie wie jak doszło do tego, że uderzał w łóżku Wojtusia. – Spałem, przebudziłem się i zacząłem uderzać Wojtka w głowę ręką – mówił. Dodał, że nie wie ile razy uderzyła synka w główkę, ale pokazywał jak uderzał. – Byłem zamroczony, jakby przez sen widziałem kontur swojej ręki – zeznawał oskarżony. Dodał, że nie czuł bólu podczas uderzeń. – Nic nie czułem, mam ręce mechanika – mówił w sądzie.
Nerwowy traci kontrolę
W sądzie podkreślał, że jest nerwowy, a zdenerwowany traci nad sobą kontrolę. Jak powiedział przed sądem, zdarzało mu się wcześniej uderzyć dzieci lub nerwowo wrzucić do wózka. Uderzył też partnerkę. I ona miała go bić. Policji wtedy jednak nie wzywał, bo „wstydziłem się powiedzieć, że bije mnie kobieta”. Podczas jednego z przesłuchań pękł. Mówił, że „jak dowiedzą się co zrobiłem, to mnie tam załatwią (red. w więzieniu). Dodał, że ratuje go tylko jednoosobowa cela.
Zapadł wyrok na kata dziecka
W czwartek, 29 stycznia, przed zielonogórskim sądem okręgowym zapadł wyrok. Robert P. został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo dziecka i półtora roku za znęcania. Kara łączna to 26 lat więzienia. Dostał również zakaz zbliżania się do siostry Wojtusia na odległość 100 m.
Prokurator Ewa Antonowicz żądała dla Roberta P. kary dożywotniego więzienia podczas mowy końcowej. – Nie zgadzamy się z wymiarem kary. Złożymy apelację – mówi prokurator Antonowicz. Skazany nie wyrażał skruchy. Swoją winę widzi w innych osobach. Nie ma uczyć wyższych. – Nie widzę żadnych okoliczności łagodzących dla oskarżonego. Swoje agresywne zachowanie zawsze tłumaczy winna innych osób, ale nie swoją – mówiła prokurator Antonowicz. Winnym jego wybuchów agresji według oskarżonego była partnerka bądź babcia, ale nie on.





