Zielona Góra. Basen, dosłownie tona kostek lodu, muzyka, skarbonka i akcja. Trwa finał WOŚP (ZDJĘCIA)

– Chyba sama jeszcze nie wiem, jak się czuję. Z jednej strony strasznie zimno, ale z drugiej całkiem fajnie – mówiła Kamila, która w niedzielny poranek, 25 stycznia, zaliczyła debiutancką kąpiel w lodowatej wodzie w morsowym miasteczku WOŚP. Lubuskie Morsy już od pięciu lat grają razem z Orkiestrą, ale w tym roku po raz pierwszy miejscem spotkania stał się parking przy CRS.

Że na co dzień nie ma tam dostępu do wody na świeżym, mroźnym powietrzu? W niedzielę pełną cudów to naprawdę najmniejszy problem. MOSiR rozstawił trzy baseny, napełnił. Zielonogórski Nordis wsypał tonę kostek lodu. I po tanecznej rozgrzewce fani zimnych kąpieli mogli odprawić swój rytuał.

31-letnia Kamila skusiła się na debiut za inspiracją Jacka Moszyńskiego, naczelnego lubuskiego morsa. W niedzielny poranek był on w swoim żywiole. Pierwszy do pomagania, pierwszy wodzirej na scenie i pierwszy w wodzie, a oprawki zaparowanych od mrozu okularów oczywiście w kolorze czerwonym. Jurek Owsiak może nie wiedzieć, że ma w Zielonej Górze emocjonalnego bliźniaka. Siłą autorytetu jedno z klubowych wiaderek Moszyński wylicytował na konto WOŚP za 200 zł. I natychmiast wołał, by podać mu następne wiaderko.

– Wcześniej graliśmy z WOŚP na dzikiej Ochli i w Świdnicy. Eksperyment z parkingiem przy CRS, basenami i kostkami lodu uważam za udany – skwitował prezes EKM Lubuskie Morsy. – Dzięki temu mogliśmy być w centrum orkiestrowych wydarzeń – uzasadnił. Ratownicy wodni, którzy czuwali nad bezpieczeństwem morsowania, na szczęście nie musieli interweniować. – Widać, że grupa wie, o co chodzi i nie są to nowicjusze. Fachowo się rozgrzali. W wodzie nie panikują – ocenił jeden z WOPR-owców.

Tyle że wśród morsujących tak po prawdzie znalazł się co najmniej jeden nieco spanikowany… – Tam, skąd się wywodzę, dominują upały, a temperatury na zewnątrz dochodzą do 50 st. C. Dlatego byłem bardzo zestresowany – przyznawał Algierczyk Farid, który uległ entuzjazmowi finałowej niedzieli WOŚP i pierwszy raz w życiu wskoczył do lodowatej wody. Na co dzień pracuje w szczecińskim oddziale Amazona. W weekend odwiedzał u nas znajomych, zatrudnionych w Świebodzinie. Od nich dowiedział się o morsowaniu i zrzutce dla Orkiestry. – I bardzo się cieszę, że spróbowałem. Stres ustąpił. Teraz czuję się perfekcyjnie – zapewnił mors z Algierii.

Taki sam chrzest jak Natalia i Farid przeszedł przed dwoma laty Jerzy Nowak. – Mój kłopot polegał na tym, że już od dawna chciałem morsować. Lekarze odradzali, bo chorowałem. Cierpliwie czekałem na swój czas. Wreszcie przy okazji finału WOŚP, której jestem entuzjastą, w 2024 r. pierwszy raz wskoczyłem do wody wraz z Lubuskimi Morsami. Od tego czasu regularnie morsuję, nie choruję i polecam – zarekomendował właściciel klubu muzycznego Piekarnia Cichej Kobiety.