Zanim drzwi otworzą się dla klientów, załoga Baru Piast spotka się trzy godziny wcześniej. Jak co dzień zacznie obierać 80 kilogramów ziemniaków, przygotowywać mięso, ponad 100 litrów zupy, surówki. W utartej od blisko pół wieku rutynie zaszła jednak ważna zmiana.
– Początkowo pomysł wydawał nam się kompletnie chybiony. Mało że nie trafimy do naszych odbiorców, to jeszcze narazimy się na śmieszność i hejt. Obawiając się tego, postawiliśmy na do bólu tradycyjną formę promocji, czyli ulotki. I to był błąd – wspomina Damian Czachorowski, prezes zarządu Społem w Zielonej Górze.
Dwa sztandary po dawnej potędze
Powszechna Spółdzielnia Spożywców w czasach słusznie minionych niepodzielnie panowała na kulinarnym rynku. W Zielonej Górze prowadziła grubo ponad 100 sklepów, własną cukiernię, piekarnię, masarnię, kilka ogólnodostępnych jadłodajni oraz przyzakładowe stołówki.
W dobie gospodarczych przemian ogromna większość tych ogniw nie wytrzymała zderzenia z wolnym rynkiem. Pozostały po nich nieruchomości, którymi do dziś zarządza Społem. Dwa sztandary dawnej potęgi bronią się jednak do dziś. Ba! Wielu z nas wprost nie wyobraża sobie miasta bez targowiska przy Owocowej oraz Baru Piast.
Urodziny, tylko które?
Mieszkańcy Osiedla Łużyckiego, studenci WSP i ich profesorowie mogli być pierwszymi stałymi klientami jadłodajni w pasażu zwanym Mrowiskiem. Smak domowej kuchni, obfite porcje, przystępne ceny, spory wybór, szybka obsługa – z tak mocnym zestawem atutów Piast szybko zaczął przyciągać łasuchów także z odleglejszych dzielnic Zielonej Góry, chociaż podobnych barów działało wtedy więcej.
Kiedy to się zaczęło? „Gazeta Lubuska” informowała o 1976 r. – My sami w materiałach reklamowych rekomendujemy z górą 40-letnią tradycję nieprzerwanego działania naszej jednostki w tym punkcie Zielonej Góry. Ale to zdecydowanie za mało. Musiałbym głęboko poszperać w dokumentach, niemniej rok 1976 wydaje się najbardziej prawdopodobny – określa Damian Czachorowski. Skoro tak, mamy do czynienia ze złotym jubileuszem 50 lat związku baru z zielonogórskimi zjadaczami pierogów, kopytek, naleśników, zup i kotletów made in Piast.
Pani Wanda, skarbnica wiedzy
W sześcioosobowej załodze baru nie ma nikogo, kto pracowałby tu od początku. Gotujących (najczęściej pań) bywało więcej. W latach największych mocy przerobowych w Piaście pichciło jednocześnie aż 14 osób. – Wtedy jednak zaopatrywaliśmy jeszcze stoiska garmażeryjne w naszych sklepach spożywczych, m.in. w Hermesie – wspomina Wanda Roguska, szefowa całej załogi. Pracę w Społem podjęła właśnie w 1976 r. Wtedy jednak prowadziła stołówkę w Zastalu, skąd po kilku latach odeszła do innej firmy. W 1996 r. skorzystała z propozycji powrotu do struktur Spółdzielni. I od tego czasu kieruje Piastem.
– Pamiętam studentów, którzy przed zastrzykiem gotówki pytali, co dziś mogą zjeść za 3 lub 4,5 zł, bo tylko tyle im jeszcze zostało. Choć przez kilkadziesiąt lat zmieniało się nasze menu, największymi przebojami do dziś zostały pierogi ruskie, barszcz i grochówka. Na te dwie zupy możemy stawiać w ciemno. Ile nagotujemy, tyle się sprzeda – zapewnia.
Na TikToku, Facebooku, Youtube, Instagramie. Dacie wiarę?!
Czasy są takie, że nawet najbardziej znane i popularne marki prześcigają się w pomysłach, aby zachować miejsce w świadomości swoich klientów oraz docierać do nowych. Idąc tym tropem, zarząd Społem uznał przed rokiem, że i Piastowi należy się akcja promocyjna. Chcieli przypomnieć się Zielonogórzanom. Że nadal tu są i dla nas gotują. Choć wokół wiele się zmienia, to ich kuchnia wciąż pozostaje taka, jaką wielu z nas mogło zapamiętać.
Kampania zaczęła się od ulotek. Jak zareagowali mieszkańcy miasta? No właśnie… – Nie wiemy, bo nie dotarły do nas głosy odzewu. I wtedy agencja reklamowa przekonała nas, że choć jesteśmy tradycyjnym barem, to warto wkroczyć na media społecznościowe. Raz, że zasięgi większe, dwa, że informacja od konsumenta spływa na bieżąco. Mieliśmy spore obawy, że poprzez ten ruch narazimy Piast na hejterskie drwiny. Tymczasem to, co wydarzyło się przez ostatnie pół roku, okazało się strzałem w dziesiątkę. Miliony odsłon w różnych portalach, tysiące obserwujących, setki przychylnych, często rzewnych komentarzy z całej Polski! Tak nas to nakręciło i dało takiego powera, że będziemy powtarzać podobne kampanie – zapowiada prezes Spółdzielni.
Bez półproduktów i picowania zdjęć
Kierowniczka Wanda, szefowa kuchni Joanna, kucharki Jadzia, Małgosia, Lidka, Justyna i wszystkim pomagający Henryk przebojowo połączyli swoje dotychczasowe standardowe obowiązki z nowymi. Na zdjęciach, rolkach i filmikach wypadają naturalnie. Apetycznie prezentują się też przygotowane przez nich potrawy. – I nie znajdziecie tu śladów poprawiania rzeczywistości w PhotoShopie czy też z udziałem AI. Jaki obrazek dostajemy z Piasta, taki trafia wprost na nasze kanały w social mediach – zarzeka się Damian Czachorowski.
Zresztą kuchnia baru przez pół dekady broni się właśnie tym, że jest prawdziwa. – Wszystko robimy tu sami od podstaw i na oczach klientów. Oprócz zapłaty, dostajemy w podzięce uśmiechy, dobre słowa i laurki od stołujących się u nas dzieci z kolonii czy półkolonii. A przecież wiadomo, że nie ma bardziej szczerego i bezkompromisowego recenzenta niż dziecko – mówi szefowa lokalu. – Pizza, burgery, sushi, dania orientalne – wybór jest dziś ogromny. Myślę jednak, że ludzie doceniają nas za to, że mogą tu zjeść tak jak w domu. A to chyba nigdy się nie znudzi. Powiedziałabym nawet, że dziś następuje powrót do takiego prawdziwego, domowego jedzenia, które jest przygotowywane z pasją i wielkim zaangażowaniem, czego naszej zgranej załodze po prostu nie da się odmówić.
mat UM Zielona Góra







