Do ataku na zespół medyków z karetki doszło na zielonogórskim dworcu PKP. Medycy udzielali pomocy naćpanemu 18-latkio leżącemu we własnych wymiocinach. Ten jednak zaatakował ich i wyzywał.
W środę, 24 marca 2026 r. o godz. 18:25 karetka pogotowia ratunkowego z lekarzem oraz dwoma ratownikami medycznymi został wysłana na dworzec PKP w Zielonej Górze. Z treści wezwania przekazanego członkom ZRM przez dyspozytora medycznego wynikało, że na peronie II leży mężczyzna, która spadł z ławki. Był z nim utrudniony kontakt, miał rozszerzone źrenice, płytki oddech i nie reagował na polecenia świadków zdarzenia.
Zielona Góra. Nastolatek zaatakował medyków z karetki
Po dojeździe na miejsce zespół karetki napotkał mężczyznę, który leżał na chodniku przed głównym wejściem do hali dworca. – Pacjent był pod wpływem alkoholu i nie można było z nim nawiązać kontaktu logicznego – informuje Marcin Gałecki, rzecznik zielonogórskiego pogotowia ratunkowego. Lekarz podejrzewając, że mogło dojść do zbiegu okoliczności udał się w kierunku przejścia podziemnego prowadzącego na peron II. Chciał sprawdzić czy nie ma tam drugiej osoby potrzebującej pomocy.
Pacjent znaleziony przed wejściem do hali dworca pozostał pod opieką ratowników medycznych. Po dotarciu na peron II okazało się, że faktycznie znajduje się tam drugi pacjent. Młody mężczyzna leżał w wymiocinach pod ławką.
Lekarz zadzwonił do dyspozytora medycznego, aby wezwać drugi ambulans, ponieważ obaj mężczyźni wymagali przewozu do szpitala. – Z oczywistych względów w ambulansie nie ma warunków do transportu dwóch pacjentów z zaburzeniami świadomości jednocześnie – wyjaśnia rzecznik pogotowia.
Pacjent z peronu II został posadzony na ławce. Przyznał się, że brał wcześniej narkotyki. Kiedy lekarz czekał na pomoc ratownika medycznego, żeby bezpiecznie przetransportować chorego do ambulansu, mężczyzna stał się agresywny i zaczął szarpać lekarza. W międzyczasie ochrona dworca wezwała policję i Straż Ochrony Kolei. – Zanim funkcjonariusze dotarli na peron II, lekarz i ratownicy medyczni obezwładnili napastnika i przetransportowali go do ambulansu – mówi M. Gałecki. W trakcie przewozu do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, 18-letni mężczyzna krzyczał i wulgarnie obrażał zespół karetki, który udział mu pomocy.
To właśnie jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego czasem nie ma dostępnego ambulansu. – W tym czasie ten zespół nie mógł pomóc nikomu innemu. W tym czasie ktoś inny mógł czekać na pomoc. Ratownicy medyczni nie tylko ratują życie. Coraz częściej muszą też mierzyć się z agresją – podkreśla M. Gałecki i dodaje szanujmy tych, którzy przyjeżdżają, by ratować nasze życie, bo następnym razem to pomoc może być potrzebna Tobie lub Twoim bliskim.






