Makabryczna pseudohodowla funkcjonowała w ukryciu w miejscowości Sucha. Niepotrzebne psy i koty były zabijane uderzeniem w głowę kijem lub o posadzkę. Potem palono je w piecu centralnego ogrzewanie. Na trop pseudohodowli wpadła zielonogórska policja, która interweniowała zaalarmowała odpowiednie służby.
Makabryczne miejsce zlikwidował Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ). To miejsce mroczne jak z najgorszego horroru. W piecu centralnego ogrzewania kości spalonych zwierząt, wszędzie bród i smród.
Pseudohodowal funkcjonowała w jednym z domu w miejscowości Sucha. – Wstrząsające, nawet nie słuchać było psów. O tym nikt nie wiedział – pisze nam jedna z mieszkanek Suchej. Wstrząśnięty jest również Paweł Wysocki, radny miejski mieszkający w Suchej. – To się działo około 400 metrów od mojego domu. Nigdy nawet nie było słychać było psów, nikt nie miał pojęcia o hodowli a ni o dramacie zwierząt– mówi radny Wysocki. Dodaje, że widywał mieszkańców domu. To ludzie wyglądający jak z patologii społeczne.
Zielona Góra. Zlikwidowana pseudohodowla, zabijano tam psy i koty
Okropny proceder przerwali inspektorzy DIOZ. Weszli na posesję dokonując makabrycznych odkryć. – Psy lub koty, na których nie mogli zarobić były zabijane uderzeniem pałką w głowę lub o posadzkę – informuje DIOZ. Martwe zwierzęta były potem palone w piecu centralnego ogrzewanie. Znalezione zostały w piecu kości spalonych zwierzą. – Tak odklejonych, nienormalnych, obrzydliwych i sadystycznych interwencji jak ta w pseudohodowli, nie zapomina się latami. Tu nie tylko rozbijało się głowy szczeniakom o podłogę, by nie płacić na ich leczenie, truchła kolekcjonowało się ją znaczki pocztowe, ale też piec centralnego ogrzewania wykorzystywano jako krematorium na zwłoki niepotrzebnych zwierzątek (vel odpadów hodowlanych) – informuje DIOZ.
Psy i koty żyły w fatalnych warunkach. W chlewie byłoby im znacznie lepiej. Wszędzie bród, smród oraz odchody. – I tak wchodzimy w Wielki Piątek, kilka minut po północy, z 42 nowymi zwierzętami na pokładzie i opuchniętymi mózgami od obcowania z wykolejoną Bożeną – informuje DIOZ.
Miejsce było zarejestrowane w Polskiej Federacji Kynologicznej. Organizacji, która mówi o najwyższych standardach, kontrolach i obowiązkowych badaniach. Zwierzęta żyły w brudzie, w klatkach, w stodołach, pośród śmieci i odchodów. Martwe ciała leżały obok żywych, a cierpienie, które trwało latami. – Szczenięta, które chorowały i przestawały być „towarem”, były zabijane. Ich ciała trafiały do pieca. W środku znajdujemy ich czaszki. To jest prawda o tej hodowli – informuje DIOZ.
Prawda do dziś nie wyszłaby na światło dzienne gdyby nie zielonogórscy policjanci. To oni wpadli na trop makabrycznego miejsca i dzięki temu doszło do likwidacji hodowli z horroru. – To jest wstrząsające. Jestem od lat zaangażowany w pomoc zwierzętom. Brak mi słów – mówi radny Wysocki.
Szokowany jest również mecenas Robert Kornalewicz, radny Zielonej Góry. – Takie miejsca muszą być likwidowane i nie maja prawa powstawać. Osoby odpowiedzialne za cierpnie zwierząt muszą być surowo karane, aby zdawały snie sprawę z nieuchronności kary – mówi radny Kornalewicz.






