Horror. Niebezpieczny piroman spalił żywcem kolegę? Śledztwo trwa

fot. Lubuska policja

Gorzowska policja przed kilkoma dniami zatrzymała piromana, który podpalał samochody oraz śmietniki. Do pożarów sam wzywał strażaków i wszystko nagrywał. Czy niebezpieczny piroman w grudniu ubiegłego roku spalił żywcem znajomego? Policja nie udziela na ten temat żadnych  informacji. Mówi jedynie, że śledztwo dotyczące śmierci w pustostanie trwa.

We wtorek, 29 stycznia, policjanci gorzowskiego sztabu po godzinie 3.00 pilnie zostali wysłani na ul. Łokietka. Strażacy gasili tam palące się pojemniki na śmieci. To było kolejne podpalenie tej samej nocy. Wcześniej spłonął między innymi samochód.

Na miejscu policjanci ustalili, że akcję strażaków oglądał około 40-letni mężczyzna. Zniknął jednak przed przybyciem policjantów. Mundurowi ustalili rysopis mężczyzny i zaczęli go szukać. Osoba, odpowiadająca rysopisowi wskazanemu przez świadków, została zauważona na ul. Kosynierów Gdyńskich. Podczas rozmowy 38-letni mieszkaniec Gorzowa powiedział, że to on dzwonił po straż pożarną. Mało tego. Tej samej nocy strażaków wzywał też na inne pożary.

Polecane  List gończy za mieszkańcem Gorzowa. Chodzi o oszustwo

Po chwili 38-latek zrobił się agresywny. Został obezwładniony. Policjanci zabezpieczyli jego dwa telefony. W jednym znaleziono nagranie, na którym widać płonące pojemniki na śmieci na ul. Łokietka. Podejrzany robił też zdjęcia różnych akcji gaśniczych straży pożarnej. 38-latek został zatrzymany. Usłyszał trzy zarzuty podpaleń.

To nie koniec. Jak nieoficjalnie ustalił portal poscigi.pl, piroman może być znacznie bardziej  niebezpieczny. – To Edward. Ten sam, który wezwał strażaków do pożaru pustostanu, w którym znaleziono spalonego mężczyznę – mówi nam osoba znająca podpalacza. Edward to bezdomny, który siedział kilkanaście lat w więzieniu za ciężkie przestępstwo. Może on mieć na sumieniu potworną zbrodnię spalenia żywcem człowieka.

Polecane  Wypadek w Barcikowicach. Mercedes uderzył w lampę (ZDJĘCIA)

Tragiczny pożar wybuchł w piątek, 14 grudnia ub.r., ok. godz. 22.30 na ul. Walczaka. Do płonącego pustostanu wyjechały wozy gorzowskiej straży pożarnej. Pożar został ugaszony. Niestety, w środku zostało znalezione ciało mężczyzny. Zginął żywcem w płomieniach.

Podczas pożaru z budynku wyszedł Edward. – Poszedłem za potrzebą. Kiedy wróciłem z budynku wydostawał się już ogień – opowiadał nam po akcji Edward. Mężczyzna zapewniał, że wrócił po kolegę. – Było już jednak za gorąco, nie mogłem wejść do środka i mu pomóc – relacjonował tragiczne wydarzenia Edward, który na miejsce sam wezwał straż pożarną.

Zapytaliśmy o to gorzowską policję. – W sprawie śmiertelnego pożaru jest prowadzone śledztwo. Nie udzielamy na ten temat żadnych informacji – mówi st. sierż. Mateusz Sławek z  biura prasowego lubuskiej policji.