Napadł na Żabkę. Miał pistolet. Zatrzymała go ekspedientka z klientem. Zrobiłem to z bezsilności (ZDJĘCIA)

36

Maciej H. z pistoletem z ręku wszedł do Żabki przy ul. Okrzei w Żarach. Wiedział po co idzie. Na napad zdecydował się z bezsilności. Miał dość klepania biedy. Chciał pomóc matce. Tak mówił zeznając. Wybrał sklep, którego był stałym klientem. Nie udało się. Macieja zatrzymała ekspedientka z klientem.

Do napadu doszło nocą 8 lipca br. Dochodziła godz. 22.00. Pijany Maciej H. wyszedł z domu. W kieszeni miał pistolet, który, jak twierdzi, znalazł dzień wcześniej w okolicy kortów. Wszedł do sklepu, którego był stałym klientem. Wyciągnął z kieszeni pistolet i wycelował w ekspedientkę. – Dawaj kasę! – krzyknął kilka razy. Kiedy ekspedientka nie reagowała przeszedł za ladę. Doszło do szarpaniny. Maciej krzycząc ciągle domagał się pieniędzy z kasy. Kasjerka Beata G. nie odpuszczała. Wtedy do sklepu wszedł klient Sławomir K. Pani Beata krzyknęła, żeby zamknął drzwi i nie wypuszczał bandyty. Tak zrobił. Maciej chwycił za sztangę papierosów i z pistoletem w dłoni zaczął iść w kierunku pana Sławomira. Przy drzwiach klient chwycił go za dłoń, w której miał pistolet i wtedy rozpoznał, że to atrapa. – Ze straszakiem do mnie – powiedział odważny mężczyzna. Po tych słowach bandyta odpuścił i poddał się. Po chwili przyjechali policjanci i zatrzymali Macieja H.

Maciej H. w ławie oskarżonych siedzi skruszony. Na pytanie sędzi zielonogórskiego Sądu Okręgowego Diany Książek-Pęciak powiedział, że przyznaje się do dokonania napadu. Dlaczego to zrobił? Jak zeznawał z bezsilności, bo miał dość klepania biedy. Chciał też w taki sposób pomóc mamie.

Oskarżony przeprosił ekspedientkę, którą napadł. – Nie wiem dlaczego to zrobiłem, jest mi bardzo przykro – mówił w sądzie 33-latek. Kobieta przeprosiny przyjęła, ale zapytała na koniec dlaczego jej to zrobił. – Tyle w życiu przeszłam złego, tyle się wycierpiałam, że nie chcę nic od tego człowieka – odpowiedziała pani Beata zapytana przez sąd czy domaga się zadośćuczynienia za krzywdę. Oskarżony wtedy lekko podniósł wzrok i opuścił głowę, pewnie ze wstydu.

Na sądowej sali siedziała siostra oskarżonego. Kobieta regularnie odwiedza go w areszcie. Jej również trudno było słuchać aktu oskarżenia. Zapewnia, że jej brat nigdy nie miał konfliktu z prawem. – On naprawdę chciał pomóc mamie – powiedziała siostra Macieja. Niestety, po drodze skrzywdził kilka osób i może trafić do więzienia na dobrych kilka lat.

Sprawa jest bardzo poważna. Czyn, którego dopuścił się Maciej jest zbrodnią. Obrona próbuje udowadniać, że poszkodowani mogli wiedzieć, że broń, z którą Maciej wzszedł do sklepu, jest atrapą. Faktycznie miał przy sobie pistolet hukowy. Nie mogła o tym jednak wiedzieć ekspedientka, która z bronią nie ma żadnego doświadczenia. Podobnie jak mężczyzna, który zatrzymał w sklepie bandziora. Jak zeznał, początkowo nie wiedział, że broń to straszak. Zobaczył to dopiero podczas szarpaniny z bandytą. Przyznał, że chodził do klubu sportowego Gwardia gdzie strzelał  z broni sportowej i tego typu pistolet wcześniej widział.

Sędzia Książek-Pęciak uznała, że konieczna będzie opinia biegłego w zakresie możliwości miotania pocisków przez pistolet startowy. Chodzi o to, czy może on wyrzucić pocisk na odległość przynajmniej jednego metra. Biegły ma również określić jak bardzo niebezpieczne dla człowieka byłoby użycie takiej broni podczas napadu.

Oskarżony utrzymuje, że nie wiedział co to za pistolet. Zapytany przez sąd, dlaczego nie odniósł znalezionego pistoletu na policję powiedział, że nie potrafi tego wyjaśnić. Myślał, że to zabawka.