Strona główna Zielona Góra Zielona Góra. Tutaj potrzebującym rocznie wydają 52 tys. obiadów i 12 tys....

Zielona Góra. Tutaj potrzebującym rocznie wydają 52 tys. obiadów i 12 tys. deserów oraz kolacji

Niewiele osób wie, że w budynku Centrum Usług Społecznych przy ulicy Jacka Kaczmarskiego działa miejska kuchnia i stołówka, która wydaje rocznie prawie 52 tys. obiadów oraz ok. 12 tysięcy deserów i kolacji. 

Jeśli zapach domowego obiadu i pieczonego ciasta zaczyna unosić nad ulicą Kaczmarskiego, znak, że za chwilę swoje podwoje otworzy miejska stołówka. Korzystają z niej przede wszystkim osoby starsze, z niepełnosprawnością, w kryzysie finansowym. – Te posiłki ratują mi życie. Nie mam czasu ani sił na robienie zakupów i gotowanie – przyznaje Anna, która ma męża chorego na alzheimera. Z miejskiej kuchni korzysta od roku.  – Gotują tu pysznie!

Kurczak curry kontra pierogi

Jest ósma rano. W kuchni wrze, jak w ulu. W wielkiej patelni bulgocze drobiowy gulasz, nad którym czuwa szef kuchni Sławek Kazimierski. Tuż obok na wielkkiej patelni obok kucharka Kasia Staszkowska smaży kilkanaście kilogramów winnych jabłek na szarlotkę. Przy metalowym stole ciasto na szarlotkę zagniata Tetiana Savchuk, pomocnica kuchenna. Kucharz Zbigniew Królikowski wrzuca do wielkiego gara kolejną porcję obranych ziemniaków. Kolejny kucharz – Paweł Hondzio doprawia sokiem cytrynowym surówkę z młodej kapusty (daje mi do spróbowania, jest wyjątkowo smaczna).

Nikt tu nie jest nowicjuszem. Wszyscy mają gastronomiczne doświadczenie. Sławek Kazimierski przez kilka lat pracował w barach i restauracjach w Wielkiej Brytanii.  Zbyszek Królikowski jeszcze dłużej był kucharzem w Anglii. Czasem próbują razem przemycić do menu brytyjskie dania narodowe. –Z różnym skutkiem. Ostatnio serwowany słynny indyk w sosie curry jednych zachwycił, a innych wręcz oburzył , w sensie “co to za wynalazki?” – śmieje się Królikowski: – Nasi goście przywykli do tradycyjnej polskiej kuchni. Nie przepadają za eksperymentami.

Sławek Kazimierski: – Gotujemy raczej tradycyjnie, zdrowo. Z dobrej jakości lokalnych produktów. Bez glutaminianu sodu i sztucznych wzmacniaczy.

Ziemniaki pyrkają już na ogniu, a dziewczyny pakują do sterylnych pojemników gotową już kolację i podwieczorek – naleśniki chłopskie z farszem jak na ukraińskie pierogi oraz malinowe ptasie mleczko.  Za chwilę pan Wiesław, kierowca część z tych delicji rozwiezie autem po mieście, bo nie wszyscy są w stanie dotrzeć do stołówki przy Kaczmarskiego.  Części trzeba zawieźć posiłek do domu.

Zjeść z kimś obiad

Codziennie – od poniedziałku do piątku – w podlegająca miastu kuchnia Centrum Usług Społecznych wydaje średnio 210 obiadów, i 70 kolacji i podwieczorków. O tym, kto może skorzystać z obiadów, decyduje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Zielonej Górze. To on weryfikuje wnioski i ustala na podstawie kryteriów dochodowych wysokość opłat. Część stołujących zwalnia całkowicie z kosztów. Inni płacą za tzw. „wsad do kotła” (8,90 zł dziennie), pełnopłatny obiad kosztuje 22,60 zł.

Z opcji “kolacje i desery”  mogą skorzystać natomiast wszyscy mieszkańcy. Usługa dofinansowywana jest z Europejskiego Funduszu Społecznego. Uczestnicy projektu płacą jedynie 44 zł miesięcznie. – Nie licząc zakupu artykułów spożywczych, które pokrywane są z wpłat stołujących (chodzi ok. 780 tys.) oraz dofinansowania unijnego (285 tys. zł), utrzymanie kuchni i stołówki kosztuje Miasto ok. 1,1 mln zł – wyjaśnia Weronika Kulesza-Gryszczuk, wicedyrektorka Centrum Usług Społecznych.

Stołówka jest przebojem

Chętnych na posiłki jest więcej niż miejsc. Najczęściej to seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami. Jest prawie południe, Dorota Gawron, pomocnica kuchenna, rozlewa do szklanek kompot – wspaniały, polski izotonik. Jeszcze ostatnie szlify i można otwierać stołówkę. Pierwsi goście już  czekają w ogrodzie przy ośrodku.  – Myślę, że chodzi nie tylko o to, że świetnie gotujemy.  Ludzie przychodzą do nas, żeby zjeść i po prostu ze sobą pobyć. I o to też tu chodzi – mówi Anita Buraczewska, dyrektorka CUS.

mat UM Zieloan Góra