Strona główna Zielona Góra Ewa z pralni zaczynała w piwnicy. Dziś prowadzi firmę w Zielonej Górze
Samochody.pl - poscigi.pl

Ewa z pralni zaczynała w piwnicy. Dziś prowadzi firmę w Zielonej Górze

Ewa Michalewicz prowadząca pralnię usługową w Zielonej Górze.
Ewa Michalewicz, znana w mediach społecznościowych jako „Ewa z pralni”, rozwija firmę w Zielonej Górze.

Ewa Michalewicz z Zielonej Góry zaczynała działalność gospodarczą w osiedlowej piwnicy. Dziś jej pralnia na telefon obsługuje klientów z całego województwa, a profil „Ewa z pralni” zdobywa miliony wyświetleń w mediach społecznościowych.

Osiedlowa piwnica i początki działalności gospodarczej. Z pozoru żmudnej, nudnej, nieatrakcyjnej. W najbliższym otoczeniu nikt nie widział potencjału na sukces i satysfakcję w praniu cudzych brudów. O medialnej sławie i propozycjach reklamowych nie wypadało nawet marzyć.

Zielonogórzanka Ewa Michalewicz poszła na przekór. Nie oszczędzała się, sięgając po każde, choćby najskromniejsze zlecenie.

– Znajomi pukali się w głowę, gdy jechałam do czyjegoś mieszkania, aby odebrać jedną koszulę, a potem odwoziłam ją wypraną i wyprasowaną, często z dwójką małych dzieci, których nie miałam z kim zostawić. Nie doliczałam nawet złotówki za dojazdy. Wszyscy mówili, że to się po prostu nie może opłacać. Wiedziałam jednak swoje – ktoś zadowolony z ceny i jakości usługi, obsłużony uprzejmie i z uśmiechem, wcześniej czy później wróci do mnie z większym zleceniem. Traktowałam taką usługę jako inwestycję – wspomina.

Marzenia dziewczyny z Otynia

Zostać aktorką, a może piosenkarką – takie pragnienia na przyszłość Ewa zapamiętała ze swojego dzieciństwa. Nawet gdy po szkole średniej studiowała reklamę i marketing na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i broniła się już jako młoda mama, z jednym dzieckiem na ramieniu, a drugim w brzuchu, nie widziała się w roli przedsiębiorcy.

Po studiach zajmowała się m.in. obsługą apartamentów wynajmowanych na doby. Po jej stronie była cała logistyka związana z ich prowadzeniem, od sprzątania po pranie pościeli.

– Było tego coraz więcej. Suszyłam te wszystkie prześcieradła i poszwy w domu, potem je prasowałam. Doszło do tego, że należało zainwestować w suszarkę bębnową. Zaczęłam o nich czytać, analizować. Aż któregoś dnia – pamiętam jak dziś – wstałam, zaczęłam się malować i… A może ja bym tak otworzyła pralnię – pomyślałam.

65 metrów kwadratowych w osiedlowej piwnicy

Zaczęło się bez fajerwerków i ryzykownych inwestycji w sprzęt. Piwniczny lokal na nowym miejskim osiedlu, jedna duża pralka, suszarka, żelazka, stół. „Klienci nigdy mnie tu nie znajdą, jeśli sama do nich nie wyjdę” – założyła.

Uchwyciła się strategii, że przyciągnie klientów poprzez aktywność w mediach społecznościowych. Wcześniej, gdy telefonowała do ludzi, którym miała wyczyścić ubrania, przedstawiała się jako Ewa z pralni. Stąd na Instagramie pojawił się właśnie taki profil.

Właścicielka przykuwała uwagę wyglądem i praktycznymi poradami. Zdobytymi doświadczeniami dzieliła się ze wszystkimi, zdradzając sposoby np. na pranie bielizny termoaktywnej czy lnu, czyszczenie dziecięcych bucików, pozbycie się z ubrania resztek chusteczki higienicznej lub plam z owoców, tłuszczu lub rdzy. Podpowiadała, co robić, aby pranie pachniało i jak ograniczyć straty czasu na prasowanie.

Na medialnych salonach

Chwyciło. Przybywało klientów i zleceń, a profil powiększał zasięgi. Efekty? Działalność przestała się mieścić na 65 m kw. Ewa zwiększyła zatrudnienie, przed rokiem wynajęła trzykrotnie większy lokal, w którym też już robi się ciasno. Przyjmuje tekstylia w siedzibie przy al. Zjednoczenia, ale jej firma nadal odbiera i dowozi wyprane i wyprasowane ubrania do domów. „Pralnia na telefon” przestała chorować na tzw. martwe miesiące. Działając na dwie zmiany, w blisko 10-osobowej załodze, od rana do wieczora, także w weekendy, tygodniowo przerabia nawet pół tysiąca sztuk odzieży, która dociera tu z całego województwa, a czasami nawet z Warszawy.

W sieci i w realu zrobiło się o tym głośno. Miliony odsłon na Instagramie, zaproszenia do śniadaniowych pasm TVP, TVN i Polsatu. Na spotkaniu w szkole podstawowej w swoim rodzinnym Otyniu opowiadała dzieciom, że scrollowanie social mediów da się przekuć w biznes, a dorastanie na wsi nie zamyka żadnych drzwi. Dzieliła się wiedzą o rozwoju biznesu ze studentami Uniwersytetu Zielonogórskiego i słuchaczami rozgłośni radiowych.

Sprzątam, spaceruję, po górach chodzę

Miejsce i sprzęt do nagrywania filmików wciąż nie kojarzą się ze standardowym wyposażeniem pralni. Tymczasem właścicielka zielonogórskiej firmy z prozaicznych czynności prania i prasowania zrobiła biznes, z biznesu markę, swoją własną. „Ewa z pralni” dostaje dziś propozycje, by reklamować markowe środki czyszczące, żelazka czy deski do prasowania.

– Sodówka nie uderza mi do głowy i nie odrywa od realiów. W swojej pralni żadnej pracy się nie boję ani nie unikam – zapewnia.

Córki podrosły. Nastolatki nie muszą już pomagać ani przeszkadzać mamie w pracy, Ewa zaś nieco więcej czasu ma dla siebie. Ostatnio dołączyła do Miejskiej Rady Kobiet, obejmując funkcję wiceprzewodniczącej, zasiliła także grono firm Zielonogórskiego Inkubatora Przedsiębiorczości.

Czym się pasjonuje, gdy nie odplamia ciuchów? – W wolnej chwili naprawdę lubię sprzątać i wcale się tego nie wstydzę. A jeśli chcę się całkiem odciąć, wybieram góry: latem piesze szlaki, zimą snowboard.

mat UM Zielona Góra

Materiały od czytelników

Nagrałeś coś na trasie?
Daj nam znać.

Zdjęcie kolizji, wypadku albo ciekawy temat — Twój materiał może trafić na portal. Twórz z nami poscigi.pl.

01
NagrywaszWideo, zdjęcie kolizji lub wypadku
02
03
PublikujemyTworzysz z nami portal poscigi.pl
Langner odszkodowania Zielona Góra - poscigi.pl