Morderca chciał ułaskawienia. Odciął żonie głowę, a to co mówił, było absurdalne

Jacek L., sadysta i bezduszny kat skazany na dożywocie za okrutne zabójstwo żony w domu w Płotach koło Zielonej Góry wystąpił do sądu z wnioskiem o ułaskawienie. Zielonogórski sąd okręgowy nie miał żadnych wątpliwości. Morderca zostanie za kratami.

Zupełnie niespodziewanie Jacek L. wystąpił do sądu o ułaskawienie. Czym to motywował? Po pierwsze tym razem przed sądem chętnie mówił. Podczas całego procesu milczał. Jacek L. absurdalnie wyjaśniał, że syn uciekł nie udzielając pomocy matce. W rzeczywistości nastolatek uciekł przed ojcem, który wpadł w szał. Chłopak w dodatku widział jak pijany sadysta morduje jego matkę. Swoje ułaskawienie motywował również tym, że… zapisał synowi dom, w którym zamordował mamę chłopca. Ponownie opowiadał o tym, że ofiara dosypywała mu jakichś tabletek do jedzenia. To oczywiście bajka wymyślona przez mordercę na potrzeby procesu.

Sędzia zielonogórskiego sądu okręgowego Ewa Kaczmarek-Kot nie miała żadnych wątpliwości. Jacek L. zostaje za kratami. Nie ma mowy o ułaskawieniu bezdusznego mordercy.

Do brutalnego zabójstwa doszło 25 maja 2015 r. w Płotach koło Zielonej Góry. Policję wezwał 17-letni syn ofiary, który uciekł z mieszkania wyskakując przez okno. Prawdopodobnie ucieczka uratowała chłopcu życie. Kiedy wezwani policjanci weszli do domu w Płotach, morderca siedział na łóżku, a jego żona leżała w kałuży krwi na podłodze obok niego. To był okropny widok. Mąż zadał żonie około 30 ciosów nożem. Odciął jej głowę.

Polecane  Ciężarówka zsunęła się z drogi i zakopała w błocie koło Odry (ZDJĘCIA)

Wyrok dożywocia dla mordercy zapadł 17 maja ub.r. przed zielonogórskim sądem okręgowym. Dodatkowo sąd zaostrzył karę. Jacek L. będzie mógł ubiegać się o wyjście z więzienia dopiero po 40 latach odsiadki. Oznacza to, że opuści więzienie najwcześniej mając niemal 80 lat. Od początku wiadomo, że Jacek L. panicznie boi się więzienia. Chciał złagodzenia wyroku. W dniu 6 grudnia ub.r, poznański sąd apelacyjny utrzymał w całości mocy wyrok dożywocia dla Jacka L.

Proces obnażył piekło, jakie Jacek L. urządził swojej rodzinie. Kobieta była bita i zastraszona. To, co mówili świadkowie brzmiało jak horror. Jego żona, drobna kobieta do perfekcji opanowała mechanizm ucieczki z domu przed szaleńcem. W kilka minut pakowała siebie, syna i uciekali z domu, przez okno. Żyła w ciągłym strachu do tego stopnia, że niezbędne rzeczy miała cały czas przygotowane do ucieczki.

Sąd wydając wyrok dożywocia w pełni zgodził się z prokurator Małgorzatą Żok, z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. – W dniu morderstwa zobaczyłam zadbany dom, wypielęgnowany ogródek, resztki kolacji na stole, jajecznicę, zwierzę, ale leżał też kawałek ucha, wszędzie były plamy, rozbryzgi krwi, koło drzwi leżał trup – mówiła podczas procesu prokurator Żok. Dodała, że to nie była jej pierwsza krew, ale to co zobaczyła w domu w Płotach budzi w niej silne emocje. Prokurator w mowie końcowej podkreśliła, że cieszy się z tego, że jest wyraz „oskarżony”. – Bo jak inaczej nazywać Jacka L.? Bestia, zwierzę? Nie, bo obraziłabym zwierzęta – mówiła prokurator Żok.

Polecane  Wypadek w Zielonej Górze. Peugeotem staranował motocyklistę i uciekł. Sprawcę ścigał po mieście świadek (FILM, ZDJĘCIA)

Kiedy sędzia Ewa Kaczmarek-Kot ogłaszała wyrok, Jacek L. słuchał bez żadnych emocji na twarzy, która przez cały proces była zimna. To osoba pozbawiona uczuć wyższych. Sędzia Kaczmarek-Kot dodała, że oskarżony Jacek L. nawet słuchając zeznań swojego syna, nie był w stanie powiedzieć „przepraszam”. – Nie zasłużył na to, żeby być w tym społeczeństwie – mówiła sędzia Kaczmarek-Kot.