ZIELONA GÓRA Pani Dorota dusiła się kotletem. Gdyby nie Gracjan i Artur doszłoby do tragedii

Od lewej Gracjan Siwa, pani Dorota i Artur Przysowa

Do dramatycznych wydarzeń doszło w mieszkaniu bloku przy ul. Inwestycyjnej w Zielonej Górze. 76-letnia pani Dorota zaczęła dusić się kotletem. Na pomoc ruszyli Artur Przysowa i ratownik medyczny Gracjan Siwa z zielonogórskiego pogotowia ratunkowego. Dzięki temu kobieta przeżyła. – Nie wiem jak mam im dziękować, jestem im taka wdzięczna – mówi pani Dorota.  

Na początku lipca Gracjan Siwa wyszedł na balkon swojego mieszkania wyczyścić obuwie po joggingu. Wtedy usłyszał kobietę wołającą pomocy. Stała na balkonie w klatce obok. Przed blokiem samochodem zatrzymał się Artur Przysowa zaniepokojony wołaniem pomocy. Zaczął dopytywać o numer mieszkania. – Chwyciłem torbę ze sprzętem medycznym i ruszyłem na dół na pomoc – opowiada Gracjan Siwa, ratownik medyczny z zielonogórskiego pogotowia ratunkowego.

Gracjan wbiegł do mieszkania pani Doroty. A. Przysowa zaczął już pomagać kobiecie. – Od razu zajął się tym Gracjan i profesjonalnie walczył o panią Dorotę – mówi A. Przysowa. W domu była też 95-letnia mama duszącej się kobiety. Nie wiedziała co się dzieje. Pani Dorota dusiła się, była już sina. Sąsiedzi Anita Marek zadzwonili po pogotowie. 67-latka cały czas dusiła się. – Z pomocą pana Artura wykonałem serię uderzeń w plecy w okolice łopatek – mówi G. Siwa. Nie pomogło. Kobieta cały czas się dusiła. Czasu było coraz mniej. Gracjan stanął za kobietą, objął ją i zaczął uciskać brzuch w okolicach żołądka. Po kilku seriach ucisków kobieta zaczęła wymiotować. Zaczęła również oddychać. Wydawało się, że już po strachu i wtedy niespodziewanie pani Dorota znowu zaczęła się dusić. – Powtórzyłem uderzenia w plecy i uciski żołądka i wtedy się udało – opowiada G. Siwa.

Pani Dorota zwymiotowała duszący ją kawałek jedzenia, zaczęła oddychać i mówić. Od razu trafiła do szpitala. Przeżyła. – Nie wiem jak mam dziękować Gracjanowi i Arturowi. Gdyby nie oni to dziś nie rozmawialibyśmy – mówi pani Dorota, która przeszła również zawał i dopiero wyszła ze szpitala. Dla Gracjana i Artura przygotowała obiad i sernik. – Jestem im bardzo wdzięczna. Tej wdzięczności nie da się opisać – mówi pani Dorota. Pani Dorota dziękuje również personelowi zielonogórskiego szpitala, który się nią troskliwe i fachowo zaopiekował.

Zostań kierowcą bolta