Jan chciał zabić Władysława. Teraz sąd ustala, czy doszło do ciosu siekierą

112

Kuzyni Jan S. i Władysław K. z Krzepielowa nienawidzą się od lat. Ich problem miała pomóc rozwiązać siekiera. Podczas jednej z awantur Jan S. miał właśnie siekierą zadać cios w brzuch Władysławowi. Czy jednak zadał? Na siekierze nie było śladów krwi. Na razie pewny jest tylko zarzut usiłowania zabójstwa.

Jan S. odpowiada za usiłowanie zabójstwa Władysława K., swojego kuzyna. Miał mu zadać cios siekierą w brzuch. Ofiara nagrała atak. Miał również delikatny ślad na brzuchu, jak zapewnia po ciosie zadanym siekierą. Sprawa jest trudna. To klasyczny konflikt rodziny z wielką nienawiścią obu stron w  tle. Na siekierze nie ma śladów krwi, a sposób rozerwania ubrania zwraca uwagę sądu. W dodatku pierwsza opinia biegłego z zakresu medycyny do co mechanizmu powstania ciosu nie była w pełni jasna.

Obrońca Jana od razu zwrócił uwagę na wątpliwości. Przede wszystkim na siekierze nie ma śladów krwi. Prokuratura nie przeprowadziła również badań DNA materiału z siekiery. Z opinii biegłego nie wynika, że cios mógł zabić Władysława, ani z jaką siłą został zadany.

Wątpliwości sądu wzbudza również rozdarcie ubrania Władysława. Nie wygląda to na rozcięcie ostrzem siekiery. Rana na brzuchu Władysława była prosta, a ubranie rozdarte ma formę zygzaka. Nie wykluczone jest nawet to, że Władysław sam rozerwał sobie ubranie, żeby w ten sposób podnieść efekt ataku Jana. To właśnie ustala sąd.

Podczas ostatniej rozprawy przeprowadzono wideokonferencję i sąd przesłuchał biegłych w sądzie w Poznaniu. Sędzia Ewa Kaczmarek-Kot i sędzia Ewa Fliegner dopytywały o szczegóły dotyczące zadania ciosu. Biegli w większości nie byli wstanie odpowiedzieć jednoznacznie. Sąd pytał również o rozdarcie na ubraniu. W tym wypadku biegli swoją opinię oparli jedynie na zdjęciach ubrania. Nie potrafili się również jednoznacznie wypowiedzieć co do siły, z jaką został zadany cios. Nie przeprowadzili również analizy filmu nagranego telefonem. W całej sprawie nadal jest więc bardzo dużo znaków zapytania i jedynie poszlak. Sąd na zakończenie rozprawy uprzedził o możliwości zmiany kwalifikacji czynu.

Kuzyni Jan S. i Władysław K. od wielu lat są w konflikcie. Wyzwiska oraz wzajemne złośliwości nic są niczym nowym. Panowie wręcz się nienawidzą. Posesje obu kuzynów są koło sobie, co jeszcze bardziej zaognia i tak poważny konflikt.

Do wszystkiego doszło 21 października 2015 r. w Krzepielowie (pow. wschowski). Do Krzepielowa pojechała policja wezwana do awantury, która miała zakończyć się zadaniem ciosu siekierą. Ofiara to Władysław K, sprawca Jan S.

Władysław miała delikatną ranę na brzuchu. Zeznał, że Jan groził mu śmiercią i po chwili rzucił się na niego zza krzaków zadając cios siekierą trzymaną nad głową. Zanim doszło do ataku Władysław zauważył jak Jan obcina gałęzie orzecha wiszące nad jego posesją. Obaj zaczepiali się.,  Jan chodził i gwizdał gwizdkiem. Mężczyźni przeklinali szukając zaczepki. W pewnym momencie Jan rzucił się zza krzaków na Władysława. W ręku miał siekierę. Na nagraniu zrobionym telefonem przez Władysława nie widać jednak zadania ciosu. Jest za to coś w rodzaju potknięcia się Jana. Widać też jak Władysław odskakuje, a Jan odstępuje od dalszego ataku. I na tym nagranie się kończy.

Jan S. został zatrzymany. Był pijany, miał ok. 1,3 promila alkoholu. Przy policjantach groził śmiercią Władysławowi. Prokuratura postawiła mu bardzo poważny zarzut usiłowania zabójstwa, a sąd tymczasowo aresztował. Już na początku procesu pojawiło się wiele niejasności i pytań, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Jan w międzyczasie wyszedł z aresztu. Nie było podstaw, żeby go tam dalej przetrzymywać. Mężczyzna ma zakaz zbliżania się do posesji Władysława.

Proces trwa.