Toyota Zielona Góra

Katastrofa na S3. Jedna osoba zginęła, 11 rannych. Prokuratura: Zabrakło paliwa w busie (ZDJĘCIA)

Bogdan P., były policjant z powiatu świebodzińskiego, 4 czerwca 2014 r. wiózł 11 ludzi do pracy przy wyłapywaniu indyków. Jechał drogą ekspresową S3 w kierunku Zielonej Góry. Przed Sulechowem w tył mercedesa sprintera uderzyła ciężarówką. Bus wypadł z drogi i koziołkował.

Na miejsce katastrofy przyleciały dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz karetki z kilku szpitali. Ranni powypadali z koziołkującego busa. Leżeli w rowie na poboczu. Lekarze i ratownicy medyczni udzielali im pomocy. Ofiary na noszach trafiały do karetek. Najciężej ranni do szpitali polecieli śmigłowcami.

--- Czytaj dalej pod reklamą ---

W wypadku zginął 47-letni Franciszek Chwiałkowski z Podlegórza koło Świebodzina, a 11 osób zostało poważnie rannych, w tym trzy ciężko. Zaraz po wypadku ruszyło prokuratorskie śledztwo. Kierowca ciężarówki, który uderzył w tył mercedesa sprintera, stanął przed sądem. 27-letni Jakub M. z Leszna został oskarżony o spowodowanie katastrofy lądowej. Sąd skazał go na rok więzienia, w zawieszeniu na trzy lata. Na rok odebrał mu prawo jazdy i zasądził odszkodowania dla ofiar katastrofy.

To jednak nie koniec sprawy wypadku na S3. Przed zielonogórskim sądem okręgowym stanął Bogdan P. To kierowca mercedesa sprintera. Został oskarżony o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym tym, że nie zadbał o zatankowanie busa przed wyjazdem w trasę. Zdaniem biegłego w chwili uderzenia przez tira, bus jechał z prędkością 26 km/h drogą ekspresową. To miał być efekt braku paliwa. Kierowca tira z tego powodu mógł źle ocenić prędkość auta i doszło do katastrofy.

W czwartek, 19 stycznia, zeznawali pierwsi świadkowie, pasażerowie mercedesa sprintera. – Nie pamiętam dokładnie co się stało, było uderzenie i obudziłem się w trawie – mówi pierwszy świadek. Nie wiedział nic o braku paliwa w baku.

Kolejny świadek siedział tuż za kierowcą. – Pan Bogusław podczas jazdy powiedział, że zabrakło paliwa. Samochód zwolnił i po chwili było uderzenie – zeznawał. Opowiadał o koziołkowaniu busa. Miał zapięte pasy bezpieczeństwa i został najmniej ranny.

Kolejny świadek mówił o szarpaniu auta tuż przed uderzeniem. Szczegółów jednak nie pamiętał, a jego zeznania różniły się nieznacznie od tych złożonych po wypadku. – Kierowca mówił przed wyjazdem w trasę, że paliwa wystarczy do Sulechowa. Powiedzieliśmy, że chyba będziemy pchać samochód – zeznawał pasażer mercedesa. Opisywał, że w jego przekonaniu samochód zwalniając jechał około 50-60 km/h. Samego wypadku nie pamiętał. Ocknął się w rowie na poboczu otoczony ratownikami medycznymi.

Córka ofiary wypadku jest przekonana, że winnym śmierci jej ojca jest Bogdan P. – Nic mi nie zwróci ojca. Już go nie ma i to jest straszne – mówiła po wyjściu z sali rozpraw.

Zdaniem obrońcy Bogdana P. trudno jest teraz określić ilość paliwa w baku. – Bak mercedesa został roztrzaskany podczas wypadku – mówi mecenas Piotr Majchrzak. Mecenas Majchrzak zwraca również uwagę na to, że zeznania świadków nie są ze sobą spójne. Obrona rozważa przesłuchanie biegłego, który wydawał opinię do sprawy.

Toyota Zielona Góra