Zabójca z Lisiej spędzi w więzieniu 25 lat. Sąd apelacyjny utrzymał wyrok dla Jerzego M. (ZDJĘCIA)

133

Jerzy M., skazany za brutalne zabicie partnerki w bloku na ul. Lisiej, spędzi w więzieniu 25 lat. W dodatku nie będzie mógł ubiegać się o wcześniejsze opuszczenie murów więzienia. W czwartek 12 maja sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok zielonogórskiego sądu okręgowego.

Wyrok przed zielonogórskim sądem okręgowym zapadł 10 grudnia ub.r. Jerzy M. usłyszał wtedy wyrok 25 lat więzienia. To kara za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem Marty, partnerki skazanego. W czwartek 12 maja sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia dla Jerzego M. Dodatkowo nie będzie mógł ubiegać się o wcześniejsze wyjście z więzienia. Oznacza to, że za kratami spędzi ćwierć wieku.

– Wystąpimy z wnioskiem o uzasadnienie decyzji sądu i zastanowimy się nad wniesieniem o kasację wyroku do Sądu Najwyższego – informuje mecenas Piotr Majchrzak, obrońca Jerzego M., który w sądzie przedstawił kolejny dowód. Chodzi o rentę, którą  w marcu tego roku dostał Jerzy M. – W decyzji o jej przyznaniu lekarz wpisał chorobę schizofrenia paranoidalna – tłumaczy mecenas Majchrzak.

Decyzja sądu apelacyjnego zadowala mecenas Annę Drobek, oskarżyciela posiłkowego reprezentującą rodziców zamordowanej kobiety. – Wyrok 25 lat, w dodatku bez możliwości wcześniejszego wyjścia z więzienia, jest satysfakcjonujący – mówi mecenas Drobek.

Jerzy M. wyrok usłyszał niemal pół roku temu. Sędzia Diana Książek-Pęciak uzasadniając wyrok mówiła, że sprawstwo Jerzego M. nie ulega wątpliwości. To, że zbrodnia była wyjątkowo okrutna również nie podlega dyskusji. Prokuratura oraz oskarżyciel posiłkowy nie dowiedli jednak, że Jerzy M. zaplanował zbrodnię. Działał pod presją chwili, a wpływ na zabójstwo miały relacje, jakie funkcjonowały między byłą już wtedy parą. Nie wiadomo również dokładnie do czego doszło w domu tuż przed zabójstwem. Nie ma świadków zdarzenia.

Wpływ na wymiar kary dla sądu miały również skrucha oraz przyznanie się do winy przez Jerzego M. Sąd nie wziął pod uwagę choroby psychicznej skazanego, która była główną linią obrońcy Jerzego M.

Z wyrokiem nie zgodził się obrońca Jerzego M. Chciał zmniejszenia wymiaru kary do 15 lat więzienia. Do sądu trafiły apelacje mecenasa Majchrzaka oraz oskarżyciel posiłkowej mecenas Anny Drobek, reprezentującej rodziców zabitej kobiety. Druga strona domagała się uchylenia wyroku i ponownego procesu chcąc walczyć o dożywocie dla Jerzego M. W tym wypadku proces musiałby się odbyć od nowa.

Mecenas Majchrzak w apelacji zwrócił uwagę na chorobę psychiczną skazanego, która jego zdaniem, nie została wzięta pod uwagę przez sąd podczas wydawania wyroku w grudniu ub.r.

Przypomnijmy. Do brutalnego zabójstwa doszło 1 stycznia 2014 r. Jerzy przyjechał do Marty do mieszkania w bloku przy ul. Lisiej. W domu była wtedy ich roczna córeczka Wiktoria. Rozmawiali o alimentach na dwoje dzieci. Tak Jerzy zeznawał przed sądem. Z relacji skazanego wynika, że kiedy w przedpokoju zawiązywał buty, Marta wyszła z kuchni z nożem w ręku. Poszarpali się. Polała się krew. Szczegółów zdarzenia Jerzy M. jednak nie pamięta, tak zapewniał sąd. Ostatecznie to Jerzy zadawał Marcie ciosy nożem. Uderzał z taką siłą, że zmasakrował partnerkę. Marta miała między innymi złamany kręgosłup.

Po wszystkim umył ciało i zabezpieczył wszystkie krwawiące miejsca. Ciało partnerki ukrył w piwnicy bloku, w którym mieszkała. Wcześniej chciał wywieźć zwłoki w bagażniku samochodu. Nie udało mu się. Po dokonaniu zbrodni uciekł do lasu pod Nowogrodem Bobrzańskim. Ostatecznie oddał się w ręce policji koło domu swoich rodziców.