Dożywocie dla Jacka L., mordercy z Płotów. To kara za brutalne zabójstwo żony (ZDJĘCIA)

315

Zielonogórski Sąd Okręgowy zadecydował, że Jacek L. za brutalne morderstwo spędzi w więzieniu resztę życia. Dożywocie dla Jacka L. zostało zaostrzone tym, że będzie mógł on ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 40 lat kary.

Wyrok zapadł we wtorek 17 maja przed zielonogórskim Sądem kręgowym. Jacek L. znowu usiadł w ławie oskarżonych bez żadnych emocji na twarzy, która cały czas była zimna i kompletnie pozbawiona emocji.

Nie stawił się obrońca Jacka L., przysłał zastępstwo. Adwokat zastępująca obrońca Jacka L. niespodziewanie wniosła o to, aby jeszcze raz przesłuchać jednego ze świadków. Wniosła również w imieniu obrońcy Jacka L. o kolejną opinię biegłych. To zdaniem sądu ewidentnie wpłynęłoby jedynie na opóźnienie procesu. Wnioski zostały odrzucone. Sąd zawiadomi również Okręgową Radę Adwokacką o postępowaniu obrońcy Jacka L.

Przed zielonogórskim sądem zapadł najsurowszy wyrok. Jacek L. w więzieniu spędzi resztę życia. 39-latek będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 40 lat zasądzonej kary. Będzie wtedy 80-letniem starcem. Ogłoszony we wtorek wyrok nie jest prawomocny.

Sąd skazując mordercę w pełni zgodził się z prokurator Małgorzatą Żok, z zielonogórskiej Prokuratury Okręgowej. Dokładnie takiej kary zażądał oskarżyciel. To, co mówiła prokurator było niezwykle smutne. – W dniu morderstwa zobaczyłam zadbany dom, wypielęgnowany ogródek, resztki kolacji na stole, jajecznicę, zwierzę, ale leżał też kawałek ucha, wszędzie były plamy, rozbryzgi krwi, koło drzwi leżał trup – mówiła prokurator Żok. Dodała, że to nie była jej pierwsza krew, ale to co zobaczyła w domu w Płotach cały czas budzi silne emocje.

Kiedy prokurator dotarła na miejsce zbrodni Jacek L. był już zatrzymany. – Zachowywał się agresywnie, uderzał w radiowóz, wykrzykiwał. Na miejscu był też Dawid i tego nie zapomnę. Chłopak był przerażony, w takiej rozpaczy, że trudno to opisać słowami – mówiła prokurator Żok. Oskarżyciel powiedziała, że cieszy się z tego, że jest wyraz „oskarżony”, bo jak inaczej nazywać Jacka L. – Bestia, zwierzę. Nie, bo obraziłabym zwierzęta – mówiła prokurator Żok. Jacek L. spokojnie słuchał emocjonującej mowy prokurator Żok. Nie było mu źle kiedy prokurator opowiadała o piekle, jakie sadysta stworzył w domu w Płotach. – Ta drobna kobieta do perfekcji miała opanowany mechanizm ucieczki. W pięć minut pakowała siebie, syna i uciekali z domu, przez okno, przez co się da  – mówiła prokurator Żok. Nie okazywał skruchy słysząc, o tym, że bił żonę, szarpał, wyrywał włosy. Nie ruszyło go nawet to, kiedy padało, że mógł zdać pięć ciosów, a nie 30.

Obrona miała niewiele do powiedzenia, w tak oczywistej sprawie. Zastępująca obrońcę mecenas skupiła się jedynie na tym, że oskarżony nie zabił żony ze szczególnym okrucieństwem. Ponad 30 ciosów nożem i niemal odcięcie głowy żony, miałoby być wynikiem tego, że Jacek L. nie zdobył wykształcenia i był bity przez ojca. Obrońca wniosła o karę 15 lat więzienia dla Jacka L.

Sam oskarżony nie miał nic do powiedzenia. Po chwili żachnął się .„Przepraszam wszystkich ludzi i Dawida za to co zrobiłem”. To było na tyle. Sztuczne zdanie wypowiedziane przez mordercę i sadystę zabrzmiało bez żadnych emocji.

Sędzia Ewa Kaczmarek-Kot wyrok ogłosiła po krótkiej przerwie. – Pani prokurator powiedziała w zasadzie wszystko to, co chciał powiedzieć sąd – uzasadniała sędzia Kaczmarek-Kot. Sąd podkreślał, że oskarżony próbował winę zrzucić na swoją żonę. To drobna, zastraszona kobieta miała z nożem rzucić się na ogromnego i silnego mężczyznę. – Poszkodowana była tak zastraszona i tak się bała, że nie była w stanie podnieść ręki na takiego człowieka jakim jest oskarżony, człowieka bezwzględnego – mówiła sędzia Kaczmarek-Kot. Żyła w związku, w którym od 19 lat trwało piekło. Sędzia Kaczmarek-Kot dodała, że oskarżony Jacek L. słuchając zeznań swojego syna nawet nie był w stanie powiedzieć przepraszam.

Sędzia podkreślała, że właśnie surowość wyroku może wpłynie na to, że takich Jacków L. będzie w przyszłości mniej. – Sąd nie ma władzy przywrócenia życia, nikt nie ma takiej władzy, ale sąd ma władzę zasądzić najsurowszą karę przewidzianą kodeksem karnym, zdaniem sądu nieadekwatną do tego, co zrobił oskarżony – mówiła sędzia uzasadniając decyzję. Dożywcie zostało dodatkowo wzmocnione tym, że Jacek L. będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 40 lat kary

Surowa kara ma raz na zawsze wyeliminować Jacka L. ze społeczeństwa. – Nie zasłużył na to, żeby być w tym społeczeństwie – mówiła sędzia Kaczmarek-Kot. Ma wiedzieć, że zrobił coś strasznego, że jest oprawcą i katem.

Jacek L. wyroku za brutalne zabójstwo żony w domu w Płotach i mów końcowych wysłuchał ze spuszczoną głową, ale tak jak zawsze nie miał na twarzy żadnych emocji.

Rodzina zamordowanej kobiety zgadza się z wyrokiem. – Innego nie mogło być – powiedziała mama Eli.

Do brutalnego zabójstwa doszło 25 maja ub.r. w Płotach koło Zielonej Góry. Policję wezwał 17-letni syn ofiary, który uciekł z mieszkania widząc jak ojciec brutalnie morduje jego matkę, a swoją żonę. Prawdopodobnie ucieczka uratowała chłopcu życie. Kiedy wezwani policjanci weszli do domu, morderca siedział na łóżku, a jego żona leżała na podłodze obok niego w kałuży krwi. To był okropny widok. Morderca zadał swojej żonie około 30 ciosów nożem. Zatrzymany Jacek L. był pijany.