Radek skatował Tadeusza i zostawił konającego przy torowisku. – Dlaczego zabili mojego syna? – pyta matka (ZDJĘCIA)

66

Radek skatował Tadeusza, Jacek nie udzielił mu pomocy. – Za co zabili mojego syna? – pyta matka ofiary. Główny z oskarżonych śmieje się w sądzie, przybił nawet „żółwika” z ojcem na sądowym  korytarzu. Jakby nie żałował tego, o co został oskarżony.

Radek to młody chłopak. Życie przed nim. Przed aresztowaniem skończył kurs kamieniarza w Bielsku Białej. Wcześniej chodził do nowosolskiego „odlewniaka”. Jacek jest dużo starszy. Odpowiada z wolnej stopy. W poniedziałek w sądzie był z żoną.

Radek W. w poniedziałek 23 maja na sądową salę wszedł skuty kajdanami i łańcuchami. Oskarżony o śmiertelne pobicie Tadeusza młody człowiek nie wyraża skruchy. Momentami uśmiecha się w sądzie. Na sądowym korytarzu z uśmiechem przybił tzw. ,,żółwika” ze swoim ojcem. Jakby nie rozumiał, że jest oskarżony o śmiertelne skatowanie człowieka.

Zeznań odmówiła żona oskarżonego Jacka Cz. Zeznania złożyli natomiast ojciec i matka Radosława. Nic wielkiego do sprawy nie wniosły. Dowiadujemy się z nich, że Radek czasami pił i ćpał. Po narkotykach był jednak spokojny i wszystko rozumiał co się do niego mówiło. Tak zeznawała matka. Ojciec zeznawał podobnie.

Kluczowe dla sprawy okazały się jednak zeznania cioci i chrzestnej Radosława. W noc, kiedy skatował Tadeusza przyszedł do cioci Ani. Kobieta złożyła zeznania. Mówiła o tym, że Radek nie miał na sobie koszulki, bo zerwał mu ją Jacek. Opowiadała o oparzonej nodze swojego chrześniaka. I to na tyle. Prokurator zapytał czy nie rozmawiała w tym czasie z Radkiem o tym co zaszło koło torowiska. – Nie – zaprzeczyła ciocia Ania. Prokurator przypomniał, ze zgodnie z prawem musi mówić prawdę. Po chwili prokurator powiedział, że rozmowa świadka z Radkiem została nagrana. Po przerwie został odczytany stenogram nagranej rozmowy.

„Zaj…em człowieka”, „zakatowałem na śmierć człowieka”, „zabiłem na śmierć gościa”. Takie zwroty na nagranej rozmowie padają kilka razy. Ciocia wyraźnie dopytuje o szczegóły Radka. To długa rozmowa.  Tego kobieta, która jeszcze kilkanaście minut wcześniej wyraźnie broniła Radka, przed sądem nie potrafi jednak wytłumaczyć. Mówi, że nie pamięta akurat tych części rozmowy. Nie wie co ma powiedzieć.

W sądzie siedziała i płakała Urszula Kobus. To mama śmiertelnie pobitego Andrzeja. – To był spokojny człowiek. Zbierał sobie puszki. Nikomu nie przeszkadzał – mówi płacząc pani Urszula. Andrzej był lubiany w okolicy. Uczynny i grzeczny, tak o nim mówią sąsiedzi. – Pomagał mi, węgiel przyniósł, a teraz go nie mam, nie mam mojego synka, bo go zabili, brutalnie skatowali i zostawili konającego – płacze pani Urszula. Kobieta nie rozumie, dlaczego zabito jej syna. – Nie potrafię tego zrozumieć, to dla mnie dramat, wiedzieć, że go już nigdy nie zobaczę, nie usłyszę – płacze cały czas zmartwiona mama. Na sądowym korytarzu podszedł do niej Jacek. – Przeprosił mnie, chociaż tyle. Ale ten Radek, taki młody i tak lodowaty, nie ma serca, niczego nie żałuje – mówi pani Urszula.

Do tragedii doszło w sierpniu ub.r. Tadeusz nie znał Radka ani Jacka. Miał ogromnego pecha. Siedział z nimi i swoją partnerką Barbarą koło torowiska w okolicach ul. 22 Lipca w Kożuchowie. Jak wynika z ustaleń prokuratury Radek rzucił się na mężczyznę i skatował go. Bił i kopał 46-latka. Na koniec dobił kołkiem. Powodem brutalnego ataku miała być kradzież portfela, do której nie doszło.

Tadeusz leżał i konał koło torowiska. Oprawcy zostali go samego. Do szpitala trafił nieprzytomny. Nigdy już nie odzyskał przytomności. Obrażenia między innymi głowy były tak ciężkie, że 46-letni Tadeusz zmarł.