Strona główna Zielona Góra Zielona Góra. Wspomnienie Iwony Peryt-Gierasimczuk

Zielona Góra. Wspomnienie Iwony Peryt-Gierasimczuk

Iwona Peryt-Gierasimczuk w 1993 r., gdy zaczynała pracę jako wojewódzka konserwator zabytków. Fot. Archiwum prywatne

Nie żyje Iwona Peryt-Gierasimczuk, historyk sztuki i była wojewódzka konserwator zabytków. Miała 70 lat. “Wojewoda groził mi odwołaniem, jeśli nie zgodzę się na wyburzenie Polskiej Wełny” – mówiła o głośnej sprawie z 2001 r.

Iwona Peryt-Gierasimczuk zmarła przed tygodniem, miała 70 lat. Była historykiem sztuki, od 1993 do 2002 r. wojewódzką konserwator zabytków. W ostatnich latach kierowała wydziałem kultury w urzędzie marszałkowskim. Wcześniej m.in. uczyła w Plastyku, wykładała na uczelni w Sulechowie, była kuratorką galerii Pro Arte na Starym Rynku.

Historia jej domu rodzinnego jest nie mniej ciekawa niż ta związana ze sztuką i ochroną zabytków. Pochodziła z nietuzinkowej rodziny, pierwsze lata życia spędziła przy ul. Drzewnej. Miała trzech braci i siostrę. W młodości ukształtowały ją tradycje makusyńskie, szczepu harcerskiego założonego przez Zbigniewa Czarnucha. Najbardziej znany z rodzeństwa był Ryszard – reżyser operowy, dyrektor Polskiej Opery Królewskiej w Warszawie, Honorowy Obywatel Zielonej Góry. Fascynował się Mozartem. Jako jedyny na świecie wystawił wszystkie jego dzieła.

Marek był z kolei jednym z pionierów informatyzacji wPolsce, popularyzatorem techniki i nowych technologii. Pisałem o nim w “Czasie Zielonej Góry” przy okazji koncertu Trubadurów, który razem z kolegami zorganizował w ’69 r. na studniówce w Technikum Elektronicznym przy Staszica. Rodzeństwo trzymało się razem. – Byliśmy i jesteśmy kochającą się rodziną – mówiła wielokrotnie Iwona.

Czasy biedne, zasady dzikie

Początek lat 90., gdy zostawała wojewódzką konserwator, były dla zabytków trudne. Jak i dla całego kraju. Polska w pierwszych latach po upadku komunizmu, w czasach transformacji, uczyła się mechanizmów znanych dojrzałym demokracjom. Czasy były biedne, a zasady dzikie. Często decydowały pieniądze i układy.

Dla Zielonej Góry to z jednej strony rewitalizacje kamieniczek na deptaku – zyskały charakterystyczny pastelowy kolor, z drugiej – spory o wygląd banku PKO po remoncie czy budynku po Cepelii na rogu Żeromskiego i Kupieckiej. Gdy upadła Winiarnia przy Moniuszki, właściciel w nocy wywiózł niemal całe wyposażenie, w tym stuletnie beczki, by pociąć je na kawałki.

Pasją zabytki sakralne

Iwona Peryt specjalizowała się w zabytkach sakralnych. Tak w 1993 r. mówiła w “Gazecie Nowej”: “Jestem historykiem sztuki po Akademii Teologii Katolickiej – gdybym miała drugi raz wybierać, wybrałabym tę uczelnię ponownie – ze szkoły księdza profesora Stanisława Janusza Pasierba, wielkiego humanisty.

Robiłam po trosze wszystko, co można robić z takim wykształceniem. Pracowałam w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki w Warszawie, jeszcze w czasie studiów — byłam kierownikiem oddziału warszawskiego. W komisji artystycznej w Warszawie, która kwalifikowała wytwory współczesnej sztuki do sprzedaży, w Galerii ART w Wa rszawie. To była ważna szkoła w ukierunkowywaniu smaku artystycznego. Potem wyjechałam na rok do Belgii, gdzie ukończyłam szkołę języka francuskiego i poznawałam środowisko artystyczne Brukseli.”

Przez siedem lat pracowała w zielonogórskim Biurze Dokumentacji Zabytków. Wojewódzkim konserwatorem był wtedy Stanisław Kowalski. Jako konserwator musiała się mierzyć z głośną sprawą dotyczącą Polskiej Wełny. Zakład upadł w 1999 r., a pofabryczne budynki z drugiej dekady XX wieku przejął syndyk. Chciał je wyburzyć, a oczyszczoną działkę sprzedać. Domagał się, by Peryt wykreśliła je z rejestru zabytków (sama je tam wpisała). Konserwator stanowczo się temu sprzeciwiła.

– Nigdy nie zgodzę się na wyburzenie budynków Polskiej Wełny – mówiła w zielonogórskiej “Wyborczej” w 2001 r. – To nie oznacza jednak, że przy ul. Wrocławskiej nie może powstać supermarket czy uniwersytet – dodawała. Po latach mówiła mi: – Wojewoda groził mi odwołaniem, jeśli nie zgodzę się na wyburzenie.

Iwona Peryt-Gierasimczuk tak komentowała sprawę w wywiadzie z Arturem Łukasiewiczem: “Mówi się, że inwestor nie może sobie na wiele pozwolić bez zgody konserwatora. Ale to nie znaczy, że on nic nie może. Doktryna konserwatorska polega na tym, że moim obowiązkiem jest zachować to, co stanowi o wartości zabytku. Jego charakter historyczny i estetyczny. Znam dwa rodzaje właścicieli zabytków. Jeden kupuje i czeka, aż zabytek popadnie w ruinę, rozsypie się, a na działce zbuduje nowy budynek. Drugi to taki, który kupuje ze świadomością ograniczeń. Polskiej Wełny inwestor nie będzie mógł zburzyć czy rozebrać. Wewnątrz zaś – cyrk do jego dyspozycji. Sam postanowi, czy ogromną halę podzielić kondygnacjami, czy zostawić jedną przestrzeń. Konstrukcja gmachu tu sama narzuca rozwiązania”.

Emma przy Rondzie Dmowskiego

Od czasu do czasu zabierała głos w ważnych sprawach dla Zielonej Góry. Cztery lata temu w sprawie rzeźby Winiarki Emmy. Uważała, że powinna stanąć w pierwotnym miejscu – na skwerze przy Rondzie Dmowskiego (ostatecznie tak się stało), a nie przy wejściu na deptak od strony al. Niepodległości.

W ostatnich miesiącach dużo pisała na Facebooku o rodzinie, religii, i – jak zawsze – o sztuce. Zamieszczała wiele wspomnień. Jak dziesięć dni przed śmiercią, gdy pisała o mamie i tacie:

“Moi Rodzice pobrali się w odległych Baranowiczach. Wspólnie przeżyli 43 lata… Mieli nas pięcioro – Wiktor, Ryszard, Marek, Danuta i ja. Nina – żona, była największą miłością mojego Taty. Zawsze ogarniał Ją czułym, pełnym zachwytu spojrzeniem, jakby dziękował że została Jego żoną, że stworzyli razem piękny Dom, wypełniony głosami dzieci. Zapewne i za to, że my byliśmy w naszym Domu szczęśliwi, otoczeni po dorosłe życie Ich miłością, troską, ale też wielkim zaufaniem. Ofiarowali nam i naszym dzieciom więcej niż potrzeba. Za ten szczęśliwy Dom wdzięczna Wam jestem Kochani Mamo i Tato każdego dnia…”

Za cel postawiła sobie wydanie monografii o ukochanym bracie Ryszardzie, zmarłym w 2019 r. Nie zdążyła, choć uporządkowała jego pokaźne zbiory, spisała wspomnienia bliskich mu osób, co zajęło jej kilka lat. Z jej inicjatywy Szkoła Podstawowa nr 6 przyjęła imię Ryszarda Peryta. Zależało jej też, by w deptak przy Muzeum Ziemi Lubuskiej została wmurowana płyta poświęcona bratu.

mat UM Zielona Góra