Jurij Gagarin przyjechał do Zielonej Góry 22 lipca 1961 r. „Pilot międzygwiezdnej rakiety” i pierwszy człowiek w Kosmosie spędził w mieście niecałe pięć godzin. Właśnie mija 65 lat od tamtej pamiętnej wizyty.
Zanim kosmonauta przyjechał do Polski, odwiedził Czechosłowację, Bułgarię, Finlandię i Wielką Brytanię. Relacje z jego podróży zamieszczały na pierwszych stronach „Trybuna Ludu” i „Gazeta Zielonogórska”. Tytuły krzyczały: „Gagarin u królowej”, „Gagarin w hucie”, „Gagarin porywa tłumy w Londynie”. Kolejne zaproszenia płynęły z Kuby, Włoch, Szwecji, Grecji, USA, Japonii, NRD i Kanady.
Datę polskiego objazdu Gagarina ustalono na 20-22 lipca, czyli w najważniejsze święto PRL. Lista miast była krótka – Warszawa, Katowice, Częstochowa, Zielona Góra. I to w Zielonej Górze Gagarin miał spędzić świąteczny dzień uczestnicząc w zlocie młodzieży socjalistycznej na stadionie przy ul. Sulechowskiej. Zlot przygotowywano już dużo wcześniej, wiadomość, że będzie na nim radziecki kosmonauta, była dla organizatorów sporym zaskoczeniem.
Początkowo pobyt Gagarina w mieście miał być o kilka godzin dłuższy. Planowano m.in. wmurowanie aktu erekcyjnego budowy Studium Nauczycielskiego. W ceremonii miał wziąć udział sam kosmonauta, przygotowano już harmonogram uroczystości i specjalną kielnię, na której wygrawerowano okolicznościową inskrypcję. Ostatecznie wizytę opóźniono, w związku z krótkim pobytem dzień wcześniej kosmonauty w Częstochowie. Gagarin następnego dnia wpisał się jedynie do księgi pamiątkowej i otrzymał kopię aktu erekcyjnego.
Na kilka dni przed wizytą kosmonauty do miasta zaczęły napływać zaadresowane do niego listy. Jak pisali dziennikarze, pozdrowienia i gratulacje przychodziły z całego kraju, były też wiersze. Pocztowcy zapakowali je w worek i wręczyli Gagarinowi w czasie jego pobytu w mieście.
Po godz. 11 samolot z Gagarinem i przedstawicielami partii i rządu wylądował w Babimoście. Na płycie lotniska czekała specjalna trybuna. Na płycie prężyli się żołnierze z miejscowego garnizonu, tłum mieszkańców i delegacji z zakładów pracy. Kłopotem była pogoda. Od rana niebo pokryte było ciemnymi chmurami, a deszcz zacząć padać, kiedy Gagarin był w drodze do Zielonej Góry. Kosmonauta nie usiadł, założył płaszcz przeciwdeszczowy i pozdrawiał mieszkańców. Jak pisała następnego dnia „Gazeta Zielonogórska”: „Nawet kapryśna pogoda nie popsuła uroczystego nastroju”. Reporterzy opisywali też sposoby mieszkańców na walkę z deszczem. Z „Trybuny Ludu” składali czapki, a dzieciom nakładali na głowy torby foliowe.
Po szybkim obiedzie w siedzibie PWRN (dziś Urząd Marszałkowski) Gagarin z oficjelami udali się do gmachu KW PZPR (dziś Centrum Biznesu). Później wszyscy wyruszyli na stadion. Gagarin, oczywiście, w otwartej czajce. Kosmonauta z trybuny opowiedział o sobie, przygotowaniach do lotu w kosmos i przewadze techniki radzieckiej nad amerykańską. Na koniec podzielił się z młodzieżą swoim marzeniem. – Mam nadzieję, że będę na Księżycu, że będę mógł latać na Marsa i na Wenus.
Kiedy Gagarin ze stadionu odjeżdżał na lotnisko w Babimoście, tysiące młodych ludzi szło do miasta, żeby dalej świętować. Część udała się nad Wagmostaw, część na Wzgórze Winne, gdzie wieczorem odbył się pokaz sztucznych ogni. W kilku miejscach Zielonej Góry wyświetlano też krótki film dokumentalny przedstawiający powrót Gagarina z kosmosu.
mat UM Zielona Góra





