Podpalacz miotaczem ognia spalił pomoc drogową. Będzie ponowne śledztwo

– Moja firma został spalona przez osobę z miotaczem płomieni. Mam prawo oczekiwać rzetelnego i sumiennego śledztwa – mówi Jarosław Baryła.

W środę, 3 marca, gorzowski sąd uznał zażalenie Jarosława Baryły na umorzenie śledztwa dotyczącego podpalenia jego pomocy drogowej. Decyzją sadu sprawa wraca do prokuratury, drugi raz.

Wszystko wydarzyło się, 19 września, 2019 r. po godz. 2.00 w nocy. Ludzie mieszkający przy ul. Gwiaździstej usłyszeli wystrzały. Po chwili w oknach zobaczyli łunę ognia. Płonęły samochody na terenie pomocy drogowej Baryła. Powstał ogromny pożar. W ogniu było 10 samochodów. Na miejsce zdarzenia zjechały wozy straży pożarnej. Ruszyła walka z pożarem.

To było celowe działanie. – Na nagraniu z monitoringu z terenu firmy widać mężczyznę, który podpala samochody z miotacza płomieni – wspomina Jarosław Baryła, właściciel pomocy drogowej. Ogień natychmiast objął samochody na terenie firmy. Potężny pożar wybuchł w kilkanaście sekund. W sumie spalonych zostało kilkanaście samochodów. Wszystkie auta pomocy drogowej i dwie lawety. Spalony został nawet bus klubu sportowego Admira, którym J. Baryła wozi dzieci na zawody w Polsce.

To było doskonale przygotowane podpalenie. – Ja doskonale wiem kto za tym stoi, i wszyscy w Gorzowie wiedzą na czyje polecenie zostały spalone moje samochody –  zapewnia Baryła.

Sprawą zajęła się gorzowska prokuratura. Śledztwo zostało jednak umorzone, a sprawców nie wykryto. J. Baryła ze swoim adwokatem Wojciechem Kuśnierzem złożyli zażalenie. Śledztwo dobyło się jeszcze raz i znowu zostało umorzone. Sprawców ani sprawcy znowu nie wykryto. – Śledztwo zostało ponowie umorzone – opowiada J. Baryła. Zażalenie na umorzenie śledztwa znowu trafiło do sądu.

W środę, 3 marca, gorzowski sąd uznał zażalenie i sprawa ponownie trafiła do prokuratury. – Prokuratura wykonała szereg czynności, ale zakwestionowaliśmy weryfikację dowodów wskazywanych przez szereg świadków – mówi mecenas Kuśnierz. Chodzi między innymi o osoby wskazywane jako mogąc mieć związek z podpaleniem. – Możliwości weryfikacji takich osób są duże, tym bardziej, że są nagrania z monitoringu terenu firmy pana Baryły – mówi mecenas Kuśnierz i oddaje, że można na przykład porównać sylwetki jak również sposób poruszania się danych osób.

Na efekty śledztwa czeka J. Baryła. – Moja firma został spalona przez osobę z miotaczem płomieni. Jest mi bardzo ciężko, ale nie poddaję się. Mam prawo oczekiwać rzetelnego i sumiennego śledztwa – mówi J. Baryła.

Zostań kierowcą bolta