Porwali taksówkarza, oblali benzyną i grozili spaleniem. Wyrok, idą do więzienia (ZDJĘCIA)

130

W piątek 5 sierpnia przed zielonogórskim sądem okręgowym zapadł wyrok w sprawie porwania głogowskiego taksówkarza. Andrzej M. spędzi w więzieniu 4 lata i sześć miesięcy, a Wojciech W.  3 lata i sześć miesięcy.

Sąd uznał Andrzeja M. i Wojciecha W. winnymi porwania głogowskiego taksówkarza. Uznał również, że czyn, którego się dopuścili jest rozbojem.

Decyzją sądu Andrzej M. spędzi w więzieniu 4 lata i sześć miesięcy. To on oblał porwanego taksówkarza benzyną i groził podpaleniem. Był on również wielokrotnie karany, co sąd również wziął pod uwagę.

Wojciech W. za kratami spędzi 3 lata i sześć miesięcy. To osoba traktowana przez prawo jako młodociana, stąd niższy wymiar kary. Wojciech W. został również uznany winnym prowadzenia po pijanemu. To on kierował samochodem uprowadzonego taksówkarza. Dodatkowo sąd orzekł za to trzyletni zakaz prowadzenia. Ma on równie zapłacić 5 tys. zł grzywny za jazdę po pijanemu.

Sąd wliczył do kar obu skazanym czas spędzony w areszcie. Obaj za kratami są od ponad 7 miesięcy.

Andrzej M. i Wojciech W. zostali również uznani winnymi zniszczenia elewacji sklepu we Wschowie. Rzucili w budynek butelką z piwem. Sąd uznał, że mają solidarnie pokryć straty w kwocie 4 tys. zł. Solidarnie mają również zapłacić poszkodowanemu taksówkarzowi 3 tys. zł odszkodowania i 15 tys. zł zadośćuczynienia.

Prokurator żądał dla Andrzeja M. i Wojciecha W. kar po 6 lat więzienia. Wniósł o zadośćuczynienie dla taksówkarza w wysokości 30 tys. zł oraz 4,5 tys. zł tytułem kosztów naprawy uszkodzonej elewacji sklepu. – Poczekamy na uzasadnienie wyroku i wtedy podejmiemy decyzję co do ewentualnej apelacji – mówi prokurator Artur Dryjas ze wschowskiej prokuratury rejonowej.

Wyrok nie jest prawomocny. Sąd zmienił częściowo kwalifikację czynów zarzucanych Andrzejowi i Wojciechowi, ponieważ biegli uznali, że ciosy przez nich zadawane taksówkarzowi nie zagrażały jego życiu.

Skazani mężczyźni 12 grudnia ub.r. uprowadzili pana Jacka, byłego już głogowskiego taksówkarza.  Pijani Andrzej M. i Wojciech W. zamówili kurs do Starych Serbów. Pojechali, ale nie chcieli zapłacić za kurs. Wtedy zaczęło się piekło.

Bandyci porwali taksówkarza. Bili pana Jacka, grozili mu śmiercią. W pewnym momencie Wojciech W. przystawił mu palec do głowy. – Powiedział, że ma klamkę i mnie zap…oli – relacjonowała ofiara przed sadem. Wojciech kazał mężczyźnie mówić pacierz. Padło pytanie, czy taksówkarz ma łopatę, którą wykopie sobie grób. Kiedy okazało się, że nie ma łopaty, to Andrzej powiedział do ofiary, że wykopie sobie grób własnymi rękoma. Oprawcy wozili mężczyznę w bagażniku kilka godzin. W szczerym polu Andrzej chwycił za baniak z benzyną i oblewał nią pana Jacka. – Mówił, że spali mnie razem z autem – opowiadał poszkodowany mężczyzna. Na koniec porzucili ofiarę w nieoświetlonym aucie z zamkniętym bagażnikiem na środku drogi we Wschowie.