Sierż. Marcin Wiącek zginął tragicznie na służbie

    Wsiadając jak każdego dnia do radiowozu zapewne nie przypuszczał, że przyjdzie mu do końca wypełnić słowa policyjnego ślubowania. We wtorek nasz kolega, sierż. Marcin Wiącek, zginął tragicznie na służbie. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. W policji pracował od 13 lat.

    Tragiczna sytuacja, w wyniku której nasz kolega sierż. Marcin Wiącek poniósł śmierć, wiąże się ze zdarzeniem, do jakiego doszło we wtorek na drodze krajowej nr 92. Około południa policjanci ruchu drogowego z komendy w Sulęcinie zatrzymywali do kontroli samochód Audi, na niemieckich numerach rejestracyjnych. Kierowca białego auta zignorował polecenie i zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg. Po około 10 minutach, między innymi dzięki pomocy innych kierujących, uciekające auto zostało zatrzymane. W trakcie próby wyciągnięcia i obezwładnienia kierowcy Audi wywiązała się szarpanina i padł strzał. Niestety, okazał się on dla 36-letniego policjanta śmiertelny.

    --- Czytaj dalej pod reklamą ---

    Okoliczności opisanego wydarzenia są obecnie szczegółowo badane przez Prokuraturę Okręgową w Zielonej Górze. Ścigany mężczyzna, 25-letni Mariusz R., mieszkaniec woj. warmińsko-mazurskiego, został zatrzymany. Jak potwierdzono samochód, którym jechał, tego samego dnia skradziony został w Niemczech. Mężczyzna był już wcześniej notowany za kradzieże i włamania do aut.

    Nasz kolega, sierż. Marcin Wiącek, miał 36 lat. Pozostawił w smutku żonę i dwójkę dzieci. Wtorkowe wydarzenie to tragedia dla rodziny policjanta, ale też dla całego środowiska policyjnego.

    Lubuska Policja