“Tulipan” skazany. Wyłudził od kobiet milion złotych

Marek Ł., zwany gorzowskim ,,Tulipanem” we wtorek 11 kwietnia usłyszał wyrok. Za kratami spędzi 5 lat. Zawodowo oszukiwał kobiety żerując na ich naiwności i wyłudził od nich majątek.

Wyrok został ogłoszony, ale jego uzasadnienie pozostało tajne. Sąd zadecydował, że Marek Ł. za kratami spędzi 5 lat. Będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu 4 lat kary. Ma również oddać swoim ofiarom wyłudzone pieniądze. To niemal milion złotych. Wyrok nie jest prawomocny.

40-latek zyskał miano gorzowskiego „Yulipana”. Został zatrzymany w 2016 r. w mieszkaniu. Przed policjantami ukrył się w szafie. Już wtedy był poszukiwany od… 12 lat za to, że nie wrócił z przepustki do więzienia. Odsiadywał wyrok za oszustwa i kradzieże.

Nigdy nie porzucił oszukiwania. Było jego sposobem na dostatnie życie w ukryciu. Na swoje ofiary polował od 2009 r. na portalach randkowych. Ponieważ sam jest nieciekawej urody kradł zdjęcia przystojnych mężczyzn. Te fotografie wysyłał kobietom, z którymi flirtował przez internet.

Polecane  Drogówka sprawdziła trzeźwość 1,5 tys. kierowców. Rekordzistka miała 3 promile

Swoje ofiary mamił wizją wspólnego rodzinnego życia. Wybierał samotne kobiety z dziećmi. Takie szybko mu ulegały. Cynicznie grał ich uczuciami. – Chciały żyć w rodzinie, a on im to w skuteczny sposób obiecywał. Na tyle skuteczny, że wydawał się jak najbardziej realny i prawdziwy – mówi policjant zajmujący się sprawą Tulipana.

Był bardzo cierpliwy. Od poznanych w internecie kobiet wyciągał początkowo drobne kwoty. Najpierw na doładowanie telefonu komórkowego. Z czasem był coraz bardziej zachłanny. Brał coraz większe kwoty tłumacząc to koniecznością załatwienia kosztownych spraw spadkowych. Był bardzo przekonujący. Do tego stopnia, że jedna z jego ofiar nawet sprzedała swoje mieszkanie i oddała mu aż 600 tys. zł.

Polecane  Śmierć biznesmena z Zielonej Góry. Jego ochroniarz idzie do więzienia

Co dziwne, Marek Ł. nie spotkał się z żadną z oszukanych kobiet. Z czasem oszukane kobiety zaczęły się jednak zgłaszać na policję. – To klasyczny przykład skutecznego naciągacza. Najpierw zdobywał zaufanie, potem powoli przyzwyczajał do siebie ofiarę i na końcu ją okradał – mówi nam jeden z policjantów pracujących nad sprawą oszusta.