Zamordował 66-latkę w Zielonej Górze, posprzątał mieszkanie i wezwał karetkę (ZDJĘCIA)

125
4 min czytania

Zdzisław S. został oskarżony o zabójstwo swojej partnerki Danuty. Do tragedii doszło w mieszkaniu przy ul. Ogrodowej w Zielonej Górze. 47-latek nie przyznaje się do morderstwa 66-latki, ani do znęcania nad kobietą. Mówił, że ona upadła, a on jej chciał pomóc. Właśnie ruszył proces w tej sprawie.

Pogotowie ratunkowe w dniu 2 sierpnia ub.r. do mieszkania przy ul. Ogrodowej zawołał 47-letni Zdzisław S. Zgłosił, że pomocy potrzebuje nieprzytomna kobieta. Na karetkę czekał przed blokiem. Z lekarzem i ratownikami poszedł do mieszkania. Lekarz od razu stwierdził zgon. Patrząc jednak na obrażenia kobiety powiedział, że wzywa policję, bo mogło dojść do zabójstwa. Wtedy Zdzisław chwycił swój plecak i uciekł z mieszkania. 47-latek został zatrzymany na drugi dzień.

Ostateczną przyczyną śmierci 66-letniej Danuty było uduszenie. To stwierdził biegły z dziedziny medycyny sądowej. Kobieta miała również różne inne obrażenia na ciele i głowie.

– Nie przyznaję się do zabójstwa – mówił we wtorek 14 marca Zdzisław zeznając przed zielonogórskim sądem okręgowym. Do Danusi wprowadził się trzy miesiące przed jej śmiercią. Wyszedł z więzienia. Odsiedział wyrok, jak sam mówi, za pobicie pedofila. W międzyczasie pogonił Franka, partnera Danki. Zaczął po tym rządzić domem Danuty. Zabierał jej rentę. Znęcał się nad kobietą. Z jej życia zrobił piekło.

Jego wersja zdarzeń wygląda jednak inaczej niż ustalenia śledczych oraz biegłych. Danuta miała spaść z łóżka, na którym stała. Upadając uderzyła głową o kant szafki. Zdzisław nie wezwał wtedy pomocy, bo kobieta tego nie chciała. – Powiedziałem, że wołam karetkę, a ona „a kysz kury” krzyknęła do mnie – mówił oskarżony. To dlatego nie wezwał karetki. – Obmyłem jej głowę z krwi, owinąłem ręcznikiem i poszliśmy spać – mówił Zdzisław przed sądem.

Rano Zdzisław zobaczył bardzo dużą ilość krwi na podłodze i bełkoczącą Danusię. Nadal 66-latka nie chciała pomocy. Mężczyzna posprzątał ślady krwi w domu i przebrał Danusię. Jej zakrwawione ubrania rozciął nożyczkami. Jak wyjaśnił, chciał żeby jego partnerka była czysta kiedy przyjedzie pogotowie. –  „Nie śpiesz się Zdzisiu”, mówiła Danka do mnie kiedy szedłem zadzwonić po karetkę – zeznawał Zdzisław.

Kilka dni wcześniej w mieszkaniu Danuty była policja. Mundurowi dostali zgłoszenie od jej byłego partnera, że kobieta została mocno pobita. Kiedy patrol przyjechał, Zdzisław był przed domem. Drzwi do mieszkania sforsowali strażacy. Zastali Danutę z mocno krwawiącą raną na głowie. Leżała na materacu. Kobieta trafiła do szpitala, Zdzisław na komendę.

– Ona sama uderzyła się butelką w głowę – tak Zdzisław zapewniał sąd. Wchodząc w szczegóły, Danuta miała znowu spaść z łóżka i uderzyć głową, tym razem w stojącą butelkę. Świadek widział jednak, jak Zdzisław rzucił butelką w głowę Danuty.

Sąd szczegółowo wypytywał oskarżonego o uduszenie kobiety. – No, może jakoś ją mocniej chwyciłem, kiedy jej pomagałem i przebierałem – opowiadał Zdzisław. Zapewniał jednak, że nie dotykał szyi kobiety. Oskarżony nawet płakał kilka razy, ale krótko.