Strona główna Zielona Góra Zielona Góra. Magistrat będzie sprawdzał drzewa specjalnym sprzętem, żeby ograniczyć wycinkę

Zielona Góra. Magistrat będzie sprawdzał drzewa specjalnym sprzętem, żeby ograniczyć wycinkę

Zielonogórski magisrat kupiła dwa specjalistyczne urządzenia, które pomogą ograniczać ryzyko powalenia drzew i podejmować trudne decyzje czyli ratować czy wyciąć drzewo.

– Chcemy zachować w mieście jak najwięcej sędziwych, dorodnych drzew, ale jednocześnie musimy dbać o bezpieczeństwo mieszkańców. Te dwa cele nie zawsze łatwo pogodzić. Dlatego na prośbę prezydenta Marcina Pabierowskiego zamówiliśmy u węgierskiego producenta, zaopatrującego całą Europę, nowy sprzęt. Trochę czekaliśmy, nie są to bowiem rzeczy czekające w magazynie, tylko powstają na zamówienie, ale najważniejsze, że już są i służą – mówi Monika Drozdek, która przed rokiem objęła posadę miejskiego ogrodnika w Zielonej Górze.

Badanie bezinwazyjne  

Do dyspozycji specjalistów miejskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej trafił tomograf soniczny. Działa podobnie jak ten stosowany w medycynie do badania ludzi, a także zwierząt. Pozwala bez naruszania pnia dokładnie sprawdzić, co dzieje się we wnętrzu. Narzędzie pomaga w diagnostyce, tworzy obraz wnętrza pnia i pokazuje, czy w środku znajdują się ubytki, zgnilizna albo uszkodzenia niewidoczne z zewnątrz. – Trzeba jednak pamiętać, że tomograf nie wydaje werdyktu. Ostatecznie decyzję zawsze podejmuje człowiek – podkreśla Monika Drozdek.

Nie każde puste drzewo jest niebezpieczne

– Starsze lipy bardzo często są puste w środku. To ich naturalna cecha. Gdybyśmy przecięli wiele z nich, mieszkańcy mogliby powiedzieć, że są spróchniałe i niebezpieczne. Tymczasem wcale nie oznacza to, że grożą złamaniem – wyjaśnia Marek Grześkowiak, certyfikowany inspektor drzew w Dziale Utrzymania Zieleni Zakładu Gospodarki Komunalnej.

Pień drzewa działa podobnie jak stalowa rura, która… – Może okazać się bardziej wytrzymała niż pełny pręt o tej samej ilości materiału. W drzewie najważniejsza jest odpowiednia grubość zdrowej tkanki znajdującej się pod korą. Nawet jeśli środek jest pusty, drzewo może zachowywać pełną stabilność – mówi.

Napięcie zamiast czekania na wichurę

Drugie nowe urządzenie na wyposażeniu ZGK…  – Jest „wariantem siłowym”. Polega na naciąganiu pnia, oczywiście do pewnych granic, i badaniu, jaki drzewo daje opór. Dalej jest już czysta matematyka. Chodzi o to, żeby sprawdzić, czy przy naporze wiatru o sile X to się może złamać lub wywrócić – tłumaczy Marek Grześkowiak.

Badanie pozwala ocenić, czy pień i system korzeniowy są w stanie bezpiecznie przenosić obciążenia. Bywa, że podczas takiej próby drzewo się złamie. Z dwojga złego, lepiej jednak, aby doszło do tego w warunkach kontrolowanych, z zabezpieczeniem terenu. Gorzej zaś, gdyby w niedalekiej przyszłości to samo drzewo miało spaść na przechodnia lub przejeżdżające auto.  

Najpierw oko i wiedza, później elektronika

Nowoczesny sprzęt w rękach specjalistów ZGK jakkolwiek stanowi wartościowe wsparcie, nie uchroni jednak przed wszystkimi wypadkami powodowanymi przez łamiące się konary. Nie zastąpi też doświadczenia. 

Każde badanie rozpoczyna się od oceny wizualnej. Specjaliści patrzą na koronę, pień, opukują, osłuchują, prostszymi sposobami sprawdzają korzenie. Zwracają uwagę na ewentualne uszkodzenia czy też nietypowe rozwidlenia. Bardzo często już na tym etapie wiedzą, czy drzewo stanowi zagrożenie. Czujność wzmaga się, gdy rośnie ono w miejscu szczególnie uczęszczanym – przy przystanku, szkole, przedszkolu czy ruchliwej ulicy. Wówczas można dodatkowo wspomóc się diagnostyką instrumentalną. 

Trudne decyzje

Przykład. Dorodny klon, który rósł przy przystanku obok ZUS. – Ogólnie był w niezłej kondycji. Gdyby stał gdzieś w głębi parku lub na obrzeżach miasta, najpewniej rósłby dalej – zakłada Marek Grześkowiak. Problemem były jednak uszkodzenia pnia, ubytki wewnętrzne oraz rozwidlenie V-kształtne. – Pod naporem wiatru mogła się złamać i spaść na przystanek. Ostatecznie, właśnie z uwagi na bardzo intensywne wykorzystywanie tego terenu, uznaliśmy, że ryzyko jest zbyt duże – wyjaśnia Monika Drozdek. – Mimo że z zasady zależy nam na tym, aby nie wycinać drzew. I jeżeli tylko istnieje możliwość ich zachowania i regularnego monitorowania, wybieramy właśnie takie rozwiązanie.