W dniu, 24 sierpnia, nocą Sławek obudził się z potwornym bólem głowy. Po chwili stracił przytomność. W ciągu kilkudziesięciu sekund od jego upadku rozmawiałam już z dyspozytorem pogotowia. Trafił na SOR szpitala w Zielonej Górze. – Jeszcze w domu odzyskał przytomność, dlatego do ostatniej chwili miałam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Po godzinie 2:00 w nocy lekarze powiedzieli mi, co się stało. Pęknięty tętniak mózgu – mówi Paulina Maciejewska, żona Sławka.
Sławek nigdy poważnie nie chorował. Ostatnio trochę bolała go głowa i kark, dlatego przyjmował leki związane z problemami z kręgosłupem. Nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś tak strasznego. Niestety, około dwóch godzin później jego stan się pogorszył. Lekarze musieli go zaintubować. Zdecydowano również, że nie będzie można przetransportować go do Poznania na operację i trzeba będzie operować go na miejscu. Operacja trwała 6 godzin. – Operacja się udała. Lekarze zaklipsowali tego „dziada”, który tak nagle odebrał nam normalne życie.
Około godziny 14 Sławek trafił na Oddział Intensywnej Terapii. I tam jest do dziś. W ciągu niespełna doby doszło również do udaru – wymienia Paulina. Przez dwa dni był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Później lekarze przestali podawać leki usypiające i pojawił się z nim niewielki kontakt. Reagował na proste polecenia, ściskał rękę. Po zabiegu Sławek był na silnych lekach przeciwbólowych. Od dwóch dni nie mamy z nim kontaktu. – Czekają nasze dzieci, w tym nasza 8-letnia córka. Czeka rodzina i przyjaciele. Wszyscy wierzymy, że Sławek jeszcze do nas wróci – mówi Paulina.

Lekarze na tę chwilę dają mu szansę. Jest silnym, młodym mężczyzną i ma dla kogo walczyć. Ale jego stan nadal jest bardzo ciężki i zagrażający życiu. Każdy dzień jest wielką niewiadomą.
Ja jednak wierzę. Niestety, oprócz ogromnego bólu i strachu o życie Sławka, z dnia na dzień pojawiły się również bardzo duże problemy finansowe. Całe dotychczasowe życie rodziny i plany zostały zatrzymane. Jeśli wszystko pójdzie w dobra stronę zostanie przewieziony na oddział udarowy w Świebodzinie. – Może będzie musiał trafić do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego, gdzie miesięczny koszt to 30 tys. zł – wylicza Paulina, która obecnie nie pracuje, jest na zwolnieniu lekarskim.
Każda złotówka będzie ogromnym wsparciem.







