Brutalnie zamordował schorowaną żonę. Wyroku nie chciał słuchać. Idzie do więzienia

Grzegorz G. w mieszkaniu w Sulechowie w pijackim szale zadał żonie siedem ciosów nożem. Potem w barze postawił wszystkim kolejkę. Wrócił do domu, napił się wódki i nie otwierał drzwi od mieszkania. W więzieniu przeszedł wylew, ale wrócił do zdrowia. Grzegorz G. w poniedziałek, 16 grudnia, usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Na odczytaniu wyroku nie był, bo nie chciał słuchać. – Jedynym sędzią jest Bóg – powiedział Grzegorz G.

Do tragedii doszło w dniu 19 października ub.r. w bloku na sulechowskim Zaciszu w mieszkaniu Danuty i Grzegorza G. Pod drzwiami pojawiła się straż pożarna i policja. Wcześniej do drzwi mieszkania dobijał się syn Danuty (Grzegorz to jego ojczym). W końcu strażacy wyważyli drzwi. W mieszkaniu przywitał ich makabryczny widok. Na podłodze w pokoju w kałuży krwi leżała Danuta. Jej kat, Grzegorz G. był pijany. Został zatrzymany i po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut zabójstwa.

Proces Grzegorza ruszył 29 kwietnia. Mężczyzna wygląda na znacznie więcej niż 60 lat. Mechanik z zawodu, do aresztowania za zabójstwo żony pracował jako murarz na różnych budowach. Z żoną Danutą od lat żyli z boku. Kobieta była na emeryturze. Dorabiała jako sprzedawca w lumpeksie. Dzięki temu utrzymywała mieszkanie, do którego mąż dokładał się sporadycznie. Za to często znęcał się nad żoną. Sąsiedzi potwierdzili pijackie awantury wszczynane przez Grzegorza. – Pijaczyna darł się tak na żonę, że na chodniku było słychać – mówi nam sąsiadka zamordowanej. Sadysta miał na koncie sprawy za znęcanie się nad żoną. Po ostatniej rozprawie dostał nakaz czasowego opuszczenia mieszkania. Nie zrobił tego. 65-latka zmagała się z nowotworem. Przeszła ciężką operację usunięcia części płuca. Cierpiała. Mąż się nią jednak nie przejmował i cały czas nad nią się znęcał.

Ustalono, że w dniu morderstwa Grzegorz G. doskonale bawił się na koncercie na stadionie miejskim. Po powrocie do domu pijany zaatakował nożem żonę. Zadał Danucie siedem ciosów, część w okolice serca i brzuch. Nie ratował żony tylko poszedł do baru napić się wódki  ze znajomymi. W barze postawił kolejkę wszystkim, którzy tam byli. Wypił, wrócił do mieszkania, znowu napił się, zamknął drzwi i siedział obok żony leżącej w kałuży krwi.

Grzegorz G. został aresztowany. Podczas przesłuchań zapewniał, że to żona zaatakowała pierwsza. Utrzymywał, że to, co zrobił, było samoobroną. W sądzie swoje zeznania jednak odwołał. Przyznał się do zabójstwa żony. Mówił, że stała się tragedia i tego się już nie cofnie. W więzieniu przeszedł uda, ale wrócił do zdrowia. Narzekał tylko na zaniki pamięci.

W poniedziałek, 16 grudnia, przed zielonogórskim sądem okręgowy zapadł wyrok. Sędzia Diana Książek-Pęciak uznała Grzegorza winnym zabójstwa żony i wymierzyła mu karę 25 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Grzegorz wyroku nie słyszał, nie chciał. Powiedział, że jedynym sędzią jest Bóg. – Wyrok uważam za sprawiedliwy. Został poparty obszernym materiałem obciążającym skazanego. Nie będziemy wnosić apelacji – mówi mecenas Piotr Majchrzak, oskarżycie posiłkowy. Grzegorz G. ma też zapłacić 150 tys. zł zadośćuczynienia synowi Danuty i 100 tys. zł córce.

Toyota Zielona Góra
Zostań kierowcą bolta
Stacja kontroli pojazdów Kargowa