Sadyści oblali taksówkarza benzyną, grozili spaleniem żywcem. Kazali rękoma kopać grób (ZDJĘCIA)

Andrzej M. i Wojciech W. to oskarżeni o porwanie taksówkarza w Serbach pod Głogowem. W czwartek 2 czerwca przed sądem wysłuchali zeznań mężczyzny, który uwolnił ich ofiarę z bagażnika taksówki. W sądzie zjawił się również poszkodowany, ale oskarżeni nawet na niego nie spoglądali.

– To pan, dziękuję bardzo jeszcze raz – powiedział pan Jacek, poszkodowany taksówkarz do mężczyzny, który uwolnił go z bagażnika. Po chwili rozpoczęły się przesłuchania świadków. Pierwszy mówił ojciec Andrzeja M. Jego krótkie zeznania nic do sprawy nie wnosiły. Potem zeznawał mężczyzna, który uratował z bagażnika poszkodowanego taksówkarza. – To była około godz. 6.00 nad ranem, jechałem do pracy – mówił świadek przed sądem. Na ul. Daszyńskiego we Wschowie zaważył taksówkę stojącą w poprzek jezdni. Była nieoświetlona i blokowała przejazd. – Zamrugałem światłami, zatrąbiłem. Nie było żadnej reakcji – opowiadał świadek. Mężczyzna wysiadł z auta i podszedł do taksówki. Zobaczył, że wnętrze jest zniszczone. – Coś było nie tak – mówił mężczyzna. Po chwili z bagażnika usłyszał wołanie o pomoc. Kiedy otworzył klapę zobaczył w środku mężczyznę. Miał ślady bicia na twarzy. – Był w szoku, chodził dookoła taksówki, kontakt z nim był utrudniony – mówił świadek. Na miejsce wezwano policję i pogotowie ratunkowe.

Sąd odtworzył jeszcze zapisy z monitoringu. Materiał ma dostarczyć prokuratura. Obrońcy oskarżonych wnieśli o uchylenie aresztów. Wojciech W. ma nierozliczoną dotację na własny biznes w kwocie ok. 30 tys. zł., co grozi jej cofnięciem. Obaj przyznali się co, zdaniem obrońców, nie wpłynie na próby mataczenia kiedy będą na wolności. Prokurator absolutnie nie podzielił zdania obrony. – Oskarżeni muszą być w areszcie chociażby z powodu surowych kar, jakie grożą im za zbrodnię, której się dopuścili – mówił prokurator. Dodał, że dotacje może rozliczyć ktoś z rodziny.

Polecane  Śmierć biznesmena z Zielonej Góry. Jego ochroniarz idzie do więzienia

Sąd uznał, że areszty dla obu oskarżonych muszą zostać utrzymane i przedłużone. Sędzia zgodził się z prokuratorem uzasadniając areszt właśnie surowymi karami.

Do zdarzenia doszło 12 grudnia ub.r Pan Jacek, były już taksówkarz jednej z korporacji z Głogowa, dostał ostatnie zleceni. Miał zabrać dwóch klientów z Serbów pod Głogowem. To oskarżeni Andrzej M. i Wojciech W. Pijani mężczyźni zamówili kurs do Starych Serbów. Po drodze ustalali jednak czy pojadą razem do Głogowa. Padło, jadą do Głogowa. – Wtedy starszy powiedział, że nie zapłaci za kurs. Mam zawieźć ich do Głogowa za darmo – relacjonował przed sądem poszkodowany taksówkarz, który oczywiście nie chciał się zgodzić na darmowy kurs. Mężczyźni nagle zrobili się agresywni, przeklinali. Taksówkarz powiedział, że może ich odwieźć do Serbów, do miejsca z którego ich zabrał i zaczął powoli ruszać. Wtedy zaczęło się piekło.

Polecane  Wypadek. Zderzenie ciężarówki z osobówką. Jedna osoba ranna. Była wycinana z auta (ZDJĘCIA)

Bandyci porwali taksówkarza. Bili pana Jacka, grozili mu śmiercią. W pewnym momencie Wojciech W. przystawił mu palec do głowy. – Powiedział, że ma klamkę i mnie zap…oli – relacjonowała ofiara przed sadem. Wojciech kazał mężczyźnie mówić pacierz. Padło pytanie, czy taksówkarz ma łopatę, którą wykopie sobie grób. Kiedy okazało się, że nie ma, to Andrzej powiedział do ofiary, że wykopie sobie grób własnymi rękoma. W szczerym polu Andrzej chwycił za baniak z benzyną i oblewał nią pana Jacka. – Mówił, że spali mnie razem z autem – opowiadał poszkodowany mężczyzna.

Po jakimś czasie bandyci porzucili samochód we Wschowie. W bagażniki zostawili udręczonego pana Jacka. Obaj mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów, ale nie w całości. Wojciech nie przyznaje się do oblewania benzyną pana Jacka. Podobnie Andrzej nie przyznaje się do tego, że chciał spalić taksówkarza.

Bandytom grożą kary nie niższe niż 3 lata więzienia.