Policjant ratował dziecko z górskiego potoku, inni tylko patrzyli

24

Policjant Sylwester Napierała, będąc z rodziną na urlopie w górach, wskoczył do lodowatego potoku ratować dziewczynkę, która na sankach wpadła do wody. Na ratunek ruszył tylko policjant i jeszcze jeden mężczyzna, chociaż wołanie o pomoc matki słyszało kilkudziesięciu gapiów.

Wszystko wydarzyło się w Czechach w górach. Sylwester Napierała, na co dzień policjant z Międzyrzecza, był na  feriach z rodziną. Razem z żoną i dziećmi spędzali wolny czas na stoku.  Nagle asp. szt. Napierała usłyszał krzyki kobiety. To był krzyk rozpaczy i wołanie o pomoc. Wokół stało kilkadziesiąt osób. Nikt nie reagował. Nikt nic nie robił. Policjant natychmiast podbiegł w kierunku krzyczącej kobiety. Za nim ruszył inny mężczyzna. Policjant razem z nieznajomy mężczyzną wskoczyli do lodowatej wody.

Obu mężczyznom udało się dotrzeć do dziecka będącego w wodzie. Po chwili wyciągnęli dziewczynkę z rwącej wody na brzeg. Na miejsce przyjechały służby ratunkowe, które zajęły się przemarzniętym i wystraszonym dzieckiem. Mama dziewczynki nie potrafiła wyrazić radości z uratowania jej dziecka.

Okazało się, że dziewczynka zjeżdżała na sankach. W pewnym momencie sanki skręciły, przejechały przez skarpę między drzewami i z dużą szybkością wpadły do górskiego potoku. Dziewczynka nie byłaby w stanie sama wydostać się z wody. Szybka reakcja policjanta i nieznajomego mężczyzny uratowała jej życie.

Policjant nie czuję się bohaterem. Mówi, że zachowanie to był normalny odruch. – Nie wyobrażam sobie, żeby w podobnych sytuacjach można było zareagować inaczej – mówi asp. szt. Napierała.

Asp. szt. Napierała w policji służy od 18 lat. W kwietniu 2014 r. brał udział w pościgu za kierowcą, który jadąc bmw chciał potrącić policjanta. Mundurowi strzelali do rozpędzonego uciekającego samochodu. Kierowca został zatrzymany, a bmw którym uciekał było skradzione w Niemczech.