W kwietniu 2012 roku na drodze krajowej nr 27 z Zielonej Góry do Nowogrodu Bobrzańskiego doszło do jednego z najbardziej tragicznych wypadków na „trasie śmieci”. Volkswagen Polo zderzył się z pojazdem jadącym z naprzeciwka. Zginęło trzech młodych żołnierzy z jednostki w Sulechowie, w tym bracia bliźniacy.
Tragiczny wypadek na drodze krajowej nr 27
Do tragedii doszło na zakręcie drogi krajowej nr 27, kiedyś nazywanej „trasą śmierci”. Kierujący Volkswagenem Polo uderzył w bok busa Renault. Dwie osoby zginęły na miejscu, a trzecia zmarła w karetce. Ofiarami byli młodzi wojskowi z jednostki w Sulechowie.
Do jednego z najbardziej tragicznych wypadków doszło w kwietniu 2012 roku. Około godz. 13.50 Volkswagen Polo jechał w kierunku Nowogrodu Bobrzańskiego. Świadkowie opowiadali, że auto pędziło. Jeszcze przed zakrętem, na którym obowiązywała podwójna linia ciągła, kierowca Volkswagena zaczął wyprzedzać. Był rozpędzony. To był fatalny błąd.
Volkswagen wpadł w poślizg
Tuż przed zakrętem kierowca Volkswagena prawdopodobnie zaczął tracić panowanie nad kierownicą. Wpadł w poślizg. Samochód zaczął „tańczyć” na drodze i bokiem wpadł na przeciwległy pas ruchu.
Z naprzeciwka jechał kierujący busem Renault. Nie miał żadnych szans. Doszło do czołowo-bocznego zderzenia z jadącym z naprzeciwka pojazdem. Policjanci takie zderzenia określają jako niezwykle niebezpieczne.
Zginęło trzech młodych żołnierzy
Na miejscu tragedii zginęły dwie osoby podróżujące Volkswagenem. Trzecia, będąca w ciężkim stanie, zmarła w karetce pogotowia ratunkowego. Ofiarami wypadku byli młodzi żołnierze jednostki w Sulechowie. Wśród ofiar byli bracia bliźniacy.
Czwarta ranna osoba z Volkswagena została przewieziona do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Karetka zabrała z miejsca wypadku dwie ranne osoby z busa.
Droga nazywana „trasą śmierci”
W tamtym czasie droga krajowa nr 27 z Zielonej Góry do Nowogrodu Bobrzańskiego była nazywana „trasą śmierci”. Każdego roku dochodziło tam do śmiertelnych wypadków oraz wielu kolizji, czasem nawet kilku dziennie. Szczególnie niebezpiecznie było po opadach deszczu.
Z czasem nawierzchnia drogi została częściowo poprawiona. Pojawiło się także więcej znaków drogowych, w tym znaków świetlnych i migających. Policja niemal codziennie była na trasie i kontrolowała prędkość kierowców. Dziś na szczęście o drodze krajowej nr 27 nie można już mówić „trasa śmierci”.







