Zawodowy żołnierz udusił Tomka. Mówi, że nie chciał zabić. Co widział taksówkarz pod dyskoteką?

180
3 min czytania

Przed zielonogórskim sądem okręgowym zeznawał taksówkarz, który widział bójkę Ariela W. i Tomasza Kikoły. Opowiadał o tym jak wojskowy kopał Tomka  w klatkę piersiową, wyszarpywał z taksówki i uderzał. Potem pobiegł  za nim i po wszystkim chciał zamówić kurs. Ariel W. uciekł kiedy taksówkarz powiedział, że wzywa pomoc.

Zeznawał bardzo ważny świadek. Taksówkarza, przy którego aucie doszło do bójki. Mężczyzna mówił o tym jak Tomek był wyszarpywany z taksówki przez Ariela W. Kopany w klatkę piersiową i uderzany. –  Z jego relacji jasno wynika, że stroną agresywną był oskarżony – mówi Elżbieta Kikoła, mama Tomka.

Co było dalej? Ariel wybiegł z taksówki za uciekającym Tomkiem. Biegł blisko niego. Po chwili go dopadł i przydusił. Zabrał leżącemu Tomkowi bilet miesięczny z danymi i zostawił bez pomocy. Ariel wrócił do taksówki. Chciał zamówić kurs. Kiedy taksówka powiedział, że wzywa pogotowie Ariel W. uciekł.

Taksówkarz zeznał, że kiedy podszedł do Tomka ten jeszcze oddychał. Lekarz ze szpitalnego oddziału ratunkowego powiedział jednak, że karetka przywiozła Tomasza bez funkcji życiowych.

29-letni Ariel W. to zawodowy wojskowy, oficer w stopniu podporucznika, służący w jednostce w Tomaszowie Mazowieckim, elitarnej brygadzie kawalerii powietrznej. Uczestnik misji w Afganistanie. Jest oskarżony o spowodowanie śmierci Tomasza, 35-letniego zielonogórzanina. Nie przyznaje się do tego, że chciał zabić. Zapewnia, że nie zna żadnych chwytów samoobrony. Zapewnia, że nawet nie był ich uczony w wojsku. Żadne takie umiejętności nie były mu też potrzebne w związku  z udziałem w misji w Afganistanie. Zeznał, że w czasie patroli w Afganistanie chodził z bronią, która nie była gotowa do strzału.

Tomka znaleziono leżącego na placu koło dyskoteki w centrum Zielonej Góry w Andrzejki 2015 r. Nieprzytomny karetką pogotowia ratunkowego trafił do szpitala. Zmarł nie odzyskując przytomności. Sekcja zwłok wykazała, że Tomek był duszony, czego efektem był śmiertelny obrzęk mózgu.  Upór śledczych z zielonogórskiej prokuratury i policji doprowadził ich do sprawcy jego śmierci, oficera Wojska Polskiego Ariela W.

Kilka godzin przed tragedią Tomek bawił się w dyskotece w centrum Zielonej Góry z koleżankami 29-letnią Anią i 42-letnią Wiolettą ze Zgorzelca. Z Anią znał się znacznie lepiej. Wygląda na to, że mieli się ku sobie. Na dyskotece był też Ariel W. z kolegą. Byli na dwumiesięcznym kursie oficerskim we Wrocławiu. Do Zielonej Góry przyjechali się zabawić. Ariel W. bawił się z dziewczyną Tomka. Zabawa skończyła się tragedią.